Na potęgę Posępnego Czerepu, Power Fantasy przybywaj! - Recenzja "Władców Wszechświata" oczami średniozorientowanego
Ohayo! a może Eternia!
Witam w kolejnym wpisie na moim blogu! Tym razem przybywam z raczej szybkim wpisem, który zamierzam opublikować w najbliższym terminie od momentu napisania tego posta. Wiecie bowiem, jak to jest z recenzjami. Książki mogą poczekać, ale o filmach warto pisać, póki są w kinach!
A warto dodać, że teraz w kinach są całkiem niezłe perełki. "Straszny film 5", "Backrooms", "Supergirl" i wiele innych filmów trafi do kin w tym miesiącu... Ja jednak postanowiłem pójść w ciągu tygodnia od premiery (w moim kinie są zniżki raz w tygodniu, więc chodzę tylko w ten jeden dzień) na inny film. Również stanowiący adaptację znanego dzieła.
"Władcy Wszechświata" w reżyserii Travisa Knighta byli bowiem czymś, co mnie intrygowało. Bo jakżeby inaczej! Ten film był w ciągu zaledwie kilku dni od premiery mocno dyskutowany (głównie ze względu na porównywanie go do "Strasznego filmu 5" i tego, że wyszedł gorzej). Ale mnie nie obchodzą wyniki sprzedaży! Mnie obchodzi historia!
I... cóż... to było... CZADOWE!!!
Nawet ja, osoba, która zna He-mana głównie z memów i obejrzenia może z pięciu odcinków jakieś 20 lat temu, mogła poczuć się jak małe dziecko. I to ja lubię!
A więc, jeśli chcecie dowiedzieć się więcej (oczywiście, ze spoilerami, bo jak można mówić o jakimś dziele, chodząc na paluszkach, żeby nie zdradzić niczego?) zapraszam do dalszej lektury tego posta!
On-człowiek, marka, która stała się memem
Film Knighta jest oczywiście próbą przeniesienia na srebrny ekran świata, który pochodzi z już memicznego serialu animowanego "He-man i Władcy Wszechświata", w którym to zazwyczaj wątły i niepozorny książę Adam (który w kreskówce nadal wygląda jak paker) posiada magiczny miecz, który pozwala mu na transformację w tytułowego He-mana, wybrańca Posępnego Czerepu. He-man oraz jego gromadka sojuszników walczą ze złym Szkieletorem i jego poplecznikami, żeby uratować Eternię.
Nie można temu serialowi zarzucić kompletnego braku pomysłu na siebie. Było to prawdopodobnie jedno z najlepiej zrobionych science-fantasy, które były w wyraźnym stopniu zarówno science fiction, jak i fantasy. Mieliśmy tu zarówno magię i miecze, jak i bronie palne, statki kosmiczne itd. Mam wrażenie, że Gloryhammer przestudiował ten serial od deski do deski, by stworzyć swoją unikatową stylistykę!
Oczywiście, ten serial miał wiele problemów. To bowiem serial animowany z lat 80. A co seriale animowane miały na celu? Marketing! Tak, He-man był wcieleniem tego, czego nie lubiłem jako dzieciak w kreskówkach - tego, że istniały po to, żeby sprzedawać figurki... Nie to, że nie miałem figurki z Ben 10, ale wiadomo, gdy sprzedawanie zabawek było ważniejsze niż historia, mój (wtedy) mały móżdżek się buntował.
Niemniej, niezależnie od swoich problemów, ten serial przetrwał w ludzkich umysłach. Było kilka seriali, spin-offów, sequeli... Chyba najsłynniejszył była She-ra i księżniczki mocy, która stanowiła remake spin-offu He-mana, opowiadającego o siostrze Adama, Adorze, czyli tytułowej She-rze. (Lepsze to niż She-woman!)
Aż w końcu w 2026, dostaliśmy "Władców wszechświata" od Travisa Knighta.
O czym to jest?
Film opowiada o Adamie, księciu Eternii... który jako dziecko został wysłany z Mieczem Mocy na Ziemię, skąd pochodzi jego matka, by ten miecz nie wpadł w niepowołane ręce. Tylko że Adam zgubił ten miecz w trakcie przechodzenia przez portal i utknął na Ziemi przez jakieś 15 lat. Jako już dorosły, Adam jest raczej dziwakiem (opowiada historię z innej planety na randce), zainteresowanym mieczami (wiecznie szuka zaginionego Miecza Mocy) i, co najważniejsze, pracuje w HR.
Aż w końcu udaje mu się zdobyć Miecz Mocy, wypowiada znaną formułkę i... nic się nie dzieje! Do czasu, aż zostaje zaatakowany przez Bestię, jednego z popleczników Szkieletora. Z opresji ratuje go oczywiście Teela, jego przyjaciółka z dzieciństwa, córka królewskiego zbrojmistrza Duncana i obecnie badassówa jak się patrzy! Okazuje się bowiem, że Adam, wypowiadając formułkę, jednak coś zrobił: wysłał sygnał, który zauważyły zarówno siły Szkieletora, jak i ruchu oporu... to znaczy Teela.
Następnie lecą z powrotem na Eternię, żeby uratować ją przed Szkieletorem. Adam przemienia się w bardziej umięśnioną formę za pomocą Miecza Mocy, pokonuje złoli i ostatecznie staje się He-manem. I choć wszyscy wiedzą, że jest on He-manem, upiera się, by transformować się na uboczu.
Grafika - oszałamiająca
Tym, co od razu rzuca się w oczy, jest to, jak ten wygląda. Przede wszystkim, jest kolorowy, nasycony, nie bojący się barw. A to niestety nie jest takie popularne w coraz bardziej szarych produkcjach.
Naprawdę, gdzie się podziały tamte kolory z dawnych lat!? Nie, nikt nie wmówi mi, że to nostalgia koloruje dawne dzieła w naszych głowach, bo te dawne dzieła nadal są kolorowe, a te nowe... Często nie!
Do tego CGI wydaje się całkiem dobre. Scenerie robione przy jego pomocy są przepiękne! Naprawdę, czuć, że to ma być dzieło fantasy!
A stroje... cóż, chyba już wrośliśmy z wczesno 2000-nych przekonań, że stroje z kreskówek są złe i należy je zastępować "bardziej realistycznymi". Nie po to bowiem się idzie do kina na filmy o dziwnych ludziach, żeby narzekać na brak realizmu. Zresztą, He-man bez przesadnych, kiczowatych strojów, nie byłby już tą samą serią. A naprawdę, temu filmowi udaje się osiągnąć wrażenie takich serii, które oglądałem jako dziecko. Oczywiście, niektóre stroje różnią się od kreskówkowych oryginałów, ale nie po to, żeby było realistycznie. Niektóre designy po prostu wymagały lekkiej przeróbki, bo na przykład ręka Trapjawa wygląda lepiej, gdy nie jest cienka jak patyczki.
A więc chapeau bas!
Postacie - genialne
A propos strojów, warto wspomnieć o postaciach. Oczywiście, na pierwszy plan wychodzą Adam, Teela i Duncan, jednakże zarówno po stronie obrońców Eternii, jak i sił Szkieletora, znajdziemy liczne barwne postaci, takie jak Piącha (Fisto), Taran (Ram Man) czy wspomniany Bestia. Jest też oczywiście Płoszek (Cringer), który jest cudownych kłębkiem zielonego CGI, prawdopodobnie drugą po Adamie postacią, którą kojarzyłem z oryginalnej serii.
Różnorodność postaci sprawia, że ponownie czujemy, że to jest fantasy, dziwaczne fantasy, ale nie bojące się swojej fantastyczności i chaotyczności. Nie, tu magia kina i magia Eternii współpracują, by dać nam różne potwory, istoty nieludzkie i chaotycznie szalone. Ale chaotycznie dobre!
Ta różnorodność sprawia też, że sceny walki są ciekawe. Jeśli mamy postać, której zdolnością jest wydłużanie swojej szyi, to walka będzie zupełnie inna, niż gdy walczy gość, który taranuje przeciwników. I ta szalona pomysłowość jest widoczna już od początku, bo pierwsza walka ma miejsce jakieś 5-10 minut od początku filmu. A potem jest już tylko dziwniej. I zabawniej!
Komedia - cudowna!
Kolejnym ważnym elementem jest komedia. Choć bowiem ten film opiera się na akcji, jest także pełen komedii. Wszakże, nie da się nie dać ani krztyny komedii, gdy robi się tak kiczowaty film. Kiczowaty, ale świadomy tego, więc obejmuje ów kicz ciasnym misiaczkiem!
A powodów, żeby się śmiać, jest tu całkiem sporo. W końcu Adam jest całkiem słaby, jeśli się nie przemieni w He-mana, więc znajdzie się choć kilka scen, gdzie zamiast zrobić coś z epicką gracją superbohatera, robi coś, co mógłby zrobić normalny człowiek. Ba! Wpadki zdarzają się mu nawet wtedy, gdy ma dodatkowe mięśnie!
Poza tym są jeszcze inne źródła komedii, takie jak chwilowy brak formy Duncana, dogryzanie Roboto czy to, jak słudzy Szkieletora nie mają wyczucia, kiedy powinni ruszać do działania, bo ich pan już skończył swój monolog.
A to zaledwie kilka z wielu śmiesznych momentów w tym filmie.
Muzyka - epicka!
Muzyka autorstwa Daniela Pembertona jest na szczycie zalet tego filmu. Jak mówiłem, wydaje mi się, że Gloryhammer, brytyjski zespół metalowy, inspirował się He-manem, a teraz mam wrażenie, że ten film wkroczył w podobne rejestry muzyczne co Gloryhammer.
Oczywiście, główną melodią jest Eternia, która momentami jest spokojna, sielankowa, lekko legendarna, ale w innych momentach jest epicka. Wiele innych melodii w tym filmie wydaje się przekształceniami tej piosenki (pewne fragmenty wydają się podobne), co buduje pewną muzyczną tożsamość całego filmu.
Jednocześnie jednak na koniec pojawia się muzyka z epoki. To znaczy, gdy lecą napisy, słychać piosenkę zespołu The Darkness, Masters of the Universe!
Naprawdę, ta muzyka to złoto!
To, co zielone tygryski lubią najbardziej! - sekcja spoilerowa!
Dobra, do tego czasu powstrzymywałem się przed zbytnimi spoilerami, jednakże teraz czas na serio porozmawiać o tym filmie i jego wątkach. Bo co to za film, którego się nie omówi jak szkolnej lektury?
A mimo tego, że jest to dzieło rozrywkowe, jest tu o czym mówić. Zresztą, to nie jest tak, że dzieła dzielą się na rozrywkowe i te z przesłaniem. Moim zdaniem, zazwyczaj jeśli nie możesz znaleźć w jakimś dziele przesłania ani czegoś wartościowego oprócz samej rozrywki, to po prostu za mało się starasz albo po prostu nie zdobyłeś/aś kompetencji odbiorczych, co już jest raczej winą edukacji.
Ale może już skończmy to gadanie o kompetencjach odbiorczych, bo jest o czym mówić w kontekście tego filmu!
Bardzo męska historia, z zaimkami i w ogóle
Bardzo się cieszę, że udało mi się obejrzeć ten film i napisać o nim wpis właśnie teraz, w czerwcu. Wszakże czerwiec to miesiąc zdrowia psychicznego mężczyzn i... No cóż, "Władcy Wszechświata" może nie dotyczy dosłownie męskiej psychiki i problemów z nią, ale zdecydowanie wchodzi w dialog z pewnymi wyobrażeniami o męskości.
Adam zawsze był przedstawiany jako postać raczej słaba. Nie jest on zbyt dobrym wojownikiem, przez co jego transformacja w He-mana wydaje się bardziej niewiarygodna (przez co w oryginalnej serii jego tożsamość nie była aż tak znana).
W tym filmie Adam również nie należy do najlepszych wojowników. Już jako dziecko, choć był księciem, był również popychadłem. Jedna z pierwszych scen ukazuje jak jego ojciec czuje zawód w związku z jego słabością...
I to jest także ukazywane w jego życiu na ziemi. Chodzi na siłownie, ale czuje się on tam nie na miejscu, bo jest raczej fizycznie słaby. Nie jest również zbyt dobrym kierowcom, a jego życie randkowe to porażka, ale siłownia, miejsce pełne napakowanych facetów, niemalże świątynia siły wydaje się najbardziej widocznym miejscem, gdzie objawia się słabość Adama.
Już chyba możecie domyślać się, co czego zmierzam... Chodzi o wymaganie siły od mężczyzn, zbieg performatywności i obrony, dwóch z trzech P, o których pisała Veronica Lynn Schmidt, mówiąc o męskiej psychologii.
Adam, choć jest z Eternii, gdzie wszyscy faceci mają sześciopaki, a te pewnie też mają własne sześciopaki, jest słaby, niezdolny do walki z licznymi przeciwnikami...
Przynajmniej do czasu, aż wreszcie przemienia się dzięki mocy Miecza Mocy, kiedy to jego muskulatura rośnie, a spodnie znikają. Zdobywa wtedy siłę, która pozwala mu dosłownie unosić całe statki powietrzne. No i udaje mu się pokonać Trapjawa.
Tylko że kilka scen później, gdy Adam, Teela, Duncan i Roboto odpoczywają, Adam zaczyna kwestionować słuszność swojej roli jako wojownika. Czy bowiem powinien świętować to, że wyrwał Trapjawowi rękę? Czy agresja jest rozwiązaniem?
I to jest ciekawy motyw, którego zwieńczeniem będzie finał dzieła. "Władcy Wszechświata" to dzieło, które ciekawie wyważa opinie o przemocy i walce.
Paradoksalnie, spośród wszystkich rzeczy, które opowiedziałem o życiu Adama na Ziemi, jego praca w dziale HR jest chyba najważniejszą rzeczą. W dziale tym bowiem pracuje się z ludźmi, łagodzi konflikty, próbuje się dojść do źródła problemu, żeby się go pozbyć bezkonfliktowo.
I taki właśnie był Adam przez większość filmu. Przestał takim być tylko w momencie, który można na planie Save the Cat opisać jako "Nadciąga zło", gdy to postanawia samemu zawalczyć ze Szkieletorem, co ostatecznie kończy się nie tylko jego uwięzieniem i odebraniem mu miecza, ale także śmiercią jego ojca.
Jednakże, gdy chłopak trafia do więzienia (wielkiej celi, w której są chyba wszyscy wywrotowcy z Eternii), to właśnie jego doświadczenie w HR, a nie brutalna siła pomaga wydostać się jemu i całej reszcie.
A gdy wreszcie Adamowi udaje się odebrać swój miecz, staje się w pełni ukształtowanym mężczyzną, który ma siłę, ale nie musi jej ciągle używać. Jest to ciekawe spojrzenie na wizerunek obrońcy, który jest definiowany przez swoje zdolności do walki i obrony. Jednakże to, że Adam ma teraz siłę, nie oznacza, że będzie jej nadużywał. Nie musi rozwiązywać wszystkiego siłowo.
Może równie dobrze spróbować porozmawiać...
Zagubiona sztuka bycia złolem - o Szkieletorze
A skoro mowa o rozmowie, nie można nie wspomnieć o Szkieletorze, głównym antagoniście, który w internecie był już od miesięcy uznawany za powód, dla którego ten film miał okazać się klapą. W końcu gra go Jared Leto, a plotki głoszą, że gdziekolwiek on nie wystąpi, film okazuje się klapą. Dlatego właśnie poszedłem na ten film - żeby sprawdzić, czy klątwa Leto zadziała na "Władców Wszechświata".
W sumie, aktora nie widać. Cały jest zakryty kostiumem, a twarz Szkieletora jest czaszką. Jedyne, co było "widoczne", to głos aktora, który trochę nie pasował mi do Szkieletora, którego przecież kojarzyłem głównie z memem "Untill We Meet Again":
No, ale im więcej oglądałem, tym bardziej podobało mi się, jak Leto odgrywa rolę tego jakże teatralnego złola. Zarówno manieryzmy, jak i ton głosu idealnie do tego pasowały, więc, Jared, zrobiłeś świetną robotę.
I teraz przejdźmy do tych rozmów. Jak mówiłem, Adam pracuje w dziale HR, skupia się na bezkonfliktowym rozwiązywaniu problemów, mówieniu do ludzi. To wpisuje się w trend bohaterów, którzy używają tak zwanego talk no jutsu, czyli próbują przekonać swoich wrogów, żeby nie byli źli. Innymi przykładami takich postaci są Naruto i Steven Universe.
No, tylko że Szkieletor nie jest kimś, kogo można przekonać, żeby stał się dobry. Nie dlatego, że zaszedł w swej drodze zła za daleko, żeby słowa go dosięgły.
Nie, Szkieletor po prostu lubi być złolem!
I szczerze mówiąc, to był powiew świeżości w czasach, gdy każdy złoczyńca musi mieć jakieś powody. Czasami dobry złoczyńca to po prostu taki, który jest złolem dlatego, że mu się to podoba, co zdecydowanie pasuje do tak szalonego settingu jak Eternia.
No i taki rozwój wypadków świetnie współpracuje z tym, kim staje się pod koniec filmu Adam. On oferuje Szkieletorowi negocjacje, które tamten odrzuca więc... Czas gadania się skończył, a zaczął czas walki.
To mi przypomina to, jak w D&D 5e był przedstawiany paladyn z przysięgą odkupienia. Zazwyczaj taki paladyn miał pomagać innym i wierzyć, że mogą się zmienić... ale czasami też nie miał złudzeń i był w stanie walczyć z tym, co uznawał za po prostu złe.
Tak czy inaczej, fakt, że Szkieletor jest zły, po prostu zły, sprawia, że jego postać na pewno będzie zapamiętana.
Oczywiście, ta interpretacja jest jedną z wielu możliwych, które można o tej historii powiedzieć. Można tu też mówić o roli wyobraźni, wierze w siebie itd.
Reasumując, "Władcy Wszechświata" to bardzo dobry film, pełen śmiesznych scen, epickiej muzyki i obrazów, które obudzą w was wewnętrzne dziecko, niezależnie czy macie 10, 25 czy 50 lat.
Serdecznie polecam, 9,5/10.
Mam nadzieję, że ten wpis się wam spodobał.
Czy już obejrzeliście "Władców Wszechświata"? Napiszcie swoją opinię w komentarzach.
Komentarze
Prześlij komentarz