Ohayo! a może Avalon!
Witam w kolejnym wpisie na moim blogu!
Jakiś czas temu (jakieś 3 tygodnie temu) pisałem o tym, że nie wszystko w fantastyce musi być metaforą. Że czasami doszukiwanie się metafor na siłę uniemożliwia interakcję z tekstem takim, jakim on jest. Bo nie wszystko musi być metaforą...
Ale czasami może być metaforą! I to jest dobre. Szczególnie, gdy jest to metafora celowa, zamierzona przez autora i do tego podpierająca motywy dzieła.
Oczywiście, nie możemy w pełni przewidzieć, co odbiorca wyciągnie, co uzna za warte w tej metaforze i czy w ogóle pójdzie dobrą drogą... Zresztą, słynne pytanie "Co autor miał na myśli?" nie jest zbytnio respektowane poza szkolnymi lekcjami języka polskiego. Osobiście, sensowniej byłoby zadawać pytanie "Co autor mógł mieć na myśli, biorąc pod uwagę to, co wiemy o nim i czasach powstania dzieła?", a także "Co to dzieło może oznaczać dziś, w pewnym oderwaniu od pierwotnych kontekstów?". Takie pytania pozwalają na pewien subiektywizm, możliwość wielu interpretacji, taką, jak to się dzieje w wypadku chociażby Raju utraconego?
Możemy jednak założyć, że da się pokierować metaforą tak, by pewne rozwiązania były bardziej oczywiste. No i oczywiście, niektóre takie metafory się powtarzają.
Tak więc dziś postanowiłem napisać wpis o tym, jakie metafory wiążą się często z magią! I być może wyjdzie mi z tego topka!
Czym jest magia w fantastyce?
Magią w fantastyce może być interpretowana na różne sposoby. Jedna z szerszych definicji mogłaby zakładać, że magią są wszystkie elementy fantastyczne w fantasy. Zazwyczaj jednak gdy mowa o magii, chodzi o fantastyczne efekty i zdolności związane z działaniami magów.
Ale kto jest magiem? Oto jest pytanie! W zależności od settingu, magowie (albo inne, tradycyjne dla nich nazwy jak czarodzieje) mogą być pojęciami istniejącymi w świecie albo i nie. Na przykład w oryginale Awatara (tego jedynego, dobrego, ze strzałką na czole) magie żywiołów (bending) są jak najbardziej odmienne od jakichś tam czarów. Ale nie zmienia to faktu, że to, co robią magowie w Awatarze, magią jest.
Krótko mówiąc, magia jest ogólnym określeniem na wszelkiego rodzaju zdolności, które w jakiś sposób łamią zasady działania świata realnego, lecz pozostają możliwe w fantastyce.
Ale tu pojawia się także kolejny problem z magami! Bo magia bywa wykorzystywana (w niektórych settingach) nie tylko przez postaci magów w powłóczystych szatach, ale także czasami i rycerzy, wojowników itd. Przykładowo, częstym motywem są paladyni, którzy są de facto rycerzami wykorzystującymi jakąś świętą magię.
Innym przykładem może być anime Magi, gdzie użytkowników magii można podzielić na czarodziejów, wykorzystujących własną moc, oraz użytkowników metalowych naczyń, którzy czerpią moc od dżinów. Mamy więc do czynienia z trochę innymi rodzajami magii, a przynajmniej sposobu z niej korzystania, bo dżiny są tutaj de facto magami o potężnej mocy z innego świata.
Do tego dochodzą jeszcze inne formy magii niż zaklęcia. Choć bowiem taki barbarzyńca czy wojownik w D&D nie korzysta z czarów, niektóre ich odmiany mają zdolności, które magią by były. Przykładowo, Totemiczny Barbarzyńca korzysta z magii poprzez duchy zwierząt, a Herold Burzy korzysta z magii burzy.
A więc, mówiąc krótko, magia jest bardzo różna, w zależności od settingu.
Jak działa metafora?
Metafora jest zabiegiem artystycznym, w którym element świata fikcyjnego znaczy coś innego, odnoszącego się do rzeczywistości, w której żyjemy my. W efekcie widoczny jest podział na:
- znaczące (signifiant) - to, co widzimy na pierwszy rzut oka, bez dekodowania
- znaczone (signifié) - to, co dana rzecz oznacza, odczytywana poprzez kody kulturowe.
W wypadku fantasy taka metafora jest specyficzna. Zamiast bowiem odczytywać metaforę, by zrozumieć tekst, jak to się dzieje z poezją, czytelnik fantasy po prostu czyta dzieło. Metafory są tu raczej czymś dodatkowym, czym czytelnik (albo inny odbiorca) może się zainteresować dodatkowo. W efekcie signifiant są potrzebnymi elementami dzieła, które należy zrozumieć dosłownie, by zrozumieć fabułę i działanie świata.
A jak te metafory powstają? Z uwagi na to, że elementy światów fantasy są o wiele bardziej skomplikowane niż znaki drogowe czy wiktoriański język kwiatów, nie można tu mówić o wykorzystaniu utrwalonych kulturowo kodów. Nawet potwory, które same w sobie są chodzącymi symbolami, nie są stałe w swym przesłaniu. Weźmy za przykład wampira. Jedna wizja będzie queerowa, inna tradycjonalistyczna, jedna będzie reprezentować romantyczny bunt, a inna będzie nawet tyranią.
Metafory te są jednak tworzone poprzez nagromadzenie podobieństw
Przykładowo: krasnoludy z serii Zaklinacz Tarana Matharu są rdzenną rasą z terenów Corcillum, jednakże ich obecność w mieście została sprowadzona do getta, jakim jest Dzielnica Krasnoludzka. Do tego korzystają z toporów (dokładniej, mowa o tomahawkach), a ich kobiety noszą na ogół woale zakrywające im twarz. Ta kombinacja sprawia, że mogą oni reprezentować wiele różnych mniejszości etnicznych. Bo w sumie oni są mniejszością etniczną, więc mogą reprezentować problemy, z jakimi takie mniejszości się spotykają. Tak samo, jak w pewnym stopniu historie czarnoskórych niewolników w Ameryce i rumuńskich Romów mogą się pokrywać, bo oba są historiami niewoli w wyniku różnic rasowych.
Jednakże, ja zawsze widziałem w tych krasnoludach powiązanie z jedną konkretną grupą - Rdzennymi Amerykanami. Są oni bowiem najbardziej znanym przykładem grupy etnicznej, która została najechana przez ludzi z zewnątrz, a potem zamknięta w swoistych gettach, jakimi były rezerwaty. Plus jeszcze są tomahawki, czyli toporki używane przez Rdzennych Amerykanów, których nazwa pochodzi z języka Powhatan.
Podobnie można mówić o elfach z Wiedźmina. Oni również zostali najechani przez ludzi, `a ich ziemie, które zamieszkiwali od tysiącleci, zostały im w ten sposób zabrane. Ale ktoś równie dobrze może powiedzieć, że to niekoniecznie Rdzenni Amerykanie, lecz także i Celtowie, którzy zostali skolonizowani przez chociażby Rzymian. Celtyckość elfów wiąże się tu także z tym, że korzystają oni z celtyckich elementów:
- nazywają ludzi Dh'oine, co może się brać ze szkockiego gaelickiego słowa "Daoine", czyli ludzie, lud
- siebie samych nazywają Sidh, co może się kojarzyć z Ao Sidhe, irlandzkimi i szkockimi wróżkami
- itd.
A więc metafora w tych przypadkach powstaje poprzez skojarzenia, które nakładają się na siebie, tworząc jakąś narrację. Wiele różnych elementów tego świata naprowadza nas na to, jak można przetłumaczyć dany element na to, co dzieje się w naszym świecie!
Oczywiście, w wypadku, gdy choć jeden bohater pochodzi ze świata realistycznego (społeczeństwa boazeryjnego albo przybył do świata fantastycznego przez jakiś portal, jak na przykład szczęki hipciopotama) może on samemu dokonać takiego porównania (np.: Krąg z Darów Anioła został kanonicznie porównany do nazistów!).
Jednakże nie zawsze taka metafora jest pełna. Bo krasnoludy nadal są różni od Rdzennych Amerykanów, a jedyne, co można zrobić, to przyłożyć znak przybliżenia (≈).
Z metaforą można również dyskutować, jak to się dzieje chociażby w wypadku likantropii u J.K Rowling. Likantropia jest chorobą, która powoduje stygmatyzację chorego, wyklucza go ze społeczeństwa... Trochę jak HIV. Tylko że z tym porównaniem są problemy, gdy zacznie się porównywać bardziej: wilkołaki są groźne w czasie pełni, zarażają w brutalnym ataku, który w sumie może częściej kończyć się śmiercią ofiary, niż jej zarażeniem. To już nie jest HIV! Do tego dochodzi także fakt, że HIV stał się stygmatyzujący nie tylko z powodu, że jest bardzo zaraźliwy, ale przede wszystkim dlatego, jakie grupy najczęściej padały jego ofiarą: ludzie już będący na marginesie społeczeństwa, narkomani i geje. Innymi słowy, to, co przypisuje się wilkołakom w takiej sytuacji, nie tylko dotyka osób seropozytywnych, ale także osób z problemami narkotykowymi i społeczności LGBTQ+!
A więc ta metafora jest bardzo problematyczna...
Nie mam nic przeciwko pewnemu porównywaniu zaraźliwych chorób do siebie. Jeśli likantropia w waszym świecie jest chorobą zaraźliwą, a przez to chory są stygmatyzowani, bohater z taką przypadłością może przeżywać odczucia podobne do kogoś z HIV. Bo w grę wchodzi stygmatyzacja, obawa przez zarażeniem innych, ale także i być może poczucie winy, że się zaraziło.
Jednak, tak samo jak w wypadku czarnych niewolników i Romów, należy zaznaczyć pewne różnice i powiedzieć, że to nie to samo. Osoba seropozytywna nie będzie się bać, że nagle wpadnie w szał i rozszarpie kogoś w pobliżu, jak to się dzieje w wypadku niektórych wersji wilkołaków. W tym tej potterowej!
A niestety stwierdzenie, że wilkołactwo miało być metaforą HIV/AIDS, która wypowiedziała autorka, zbyt bardzo przyrównuje te dwa zjawiska.
W sumie, im szersza metafora, tym lepiej to wychodzi.
Metafory magii
Dobra, skoro już skończyłem mój mały wykład o metaforze (gdzie mam wrażenie, że wciąż za mało powiedziałem i do tego wytłumaczyłem jakoś koślawo, ale trzeba iść dalej), czas zacząć rozpakowywać wspomniane w tytule metafory magii...
Otóż, bardzo często magia w różnych światach fantasy wpisuje się w pewne znaczenia i metafory. Dzieje się to na tyle często, że możemy wręcz mówić o pewnych archetypach.
Ileż to bowiem razy widzieliśmy magię, która jest traktowana jak nauka? Albo będąca korumpującym narzędziem władzy?
Narracje te są metaforami w tym sensie, że są znakami: mają część znaczącą, którą jednocześnie rozumiemy dosłownie na potrzeby świata, ale jednocześnie możemy ją odczytywać w ten sposób, że otrzymujemy znaczone.
I dzieje się to poprzez nagromadzenie podobieństw.
Teraz spróbuję wymienić kilka takich metafor...
I może zrobię z tego topkę! Co wy na to? Ach, tak, nie macie tu nic do powiedzenia, bo to nie jest tekst interaktywny, a do tego piszę to jakiś miesiąc przed publikacją, więc... Tak, to będzie topka!
Może zróbmy to od najmniej wartościowych (najrzadszych, mało obiecujących itd.), a później będą takie bardziej warte uwagi.
Zaczynamy!
Miejsce #6: Władza
Zacznijmy od czegoś dość negatywnego.
Magia bywa bowiem czasami sposobem wywierania władzy nad środowiskiem, innymi istotami, a w szczególności nad ludźmi. Chodzi o władzę zarówno społeczną, wynikającą z hierarchicznych struktur, które magia legitymizuje, ale także i władzę nad tym, jak działa natura. Bo w końcu, jeśli możesz manipulować rzeczywistością do woli, masz władzę!
Ale taka władza jest jednocześnie niebezpieczna, uzależniająca...
I to może przybierać różne postaci:
- magia jako nieograniczane narzędzie władzy i tyranii, które ukazuje, jak zła może ona być
- magia jako coś społecznie ograniczanego, bo ludzie zdają sobie sprawę z potęgi, jaką ta władza obiecuje, więc ją ograniczają...
Tak, jednym z wyraźnych przykładów tego drugiego wariantu magii jako władzy jest nowe anime na podstawie mangi Kamome Shirahamy, Atelier Szpiczastych Kapeluszy. W tej serii zakazane jest używanie magii na ciałach ludzi, wliczając w to magię leczniczą. Magia używana na ludzkich ciałach prowadzi bowiem do licznych okrucieństw, czego dobrym przykładem są ludzie zamienieni w złoto, których bohaterowie znaleźli w ruinach Romonon. Innym przykładem jest również pozwalające na przywrócenie zmarłych do życia zaklęcie cofnięcia w czasie, które zostało użyte przez Custasa na Dagdzie... Przez to zaklęcie Dagda ciągle przeżywać swoją śmierć, ożywał i po jakimś czasie znów umierał!
Jak na coś, co wygląda jak cozy fantasy, Atelier Szpiczastych Kapeluszy ma w sobie zadziwiająco dużo horroru.
Ale to jeszcze nie koniec.
Magia jako władza przejawia się również w wypadku Władcy Pierścieni, gdzie magia Saurona i Sarumana jest często wiązana z podporządkowywaniem sobie różnych rzeczy i ludów. A tego najlepszym dowodem był Jedyny Pierścień, który miał za zadanie podporządkować sobie inne ludy dzięki pozostałym pierścieniom władzy.
Są także liczni królowie-czarnoksiężnicy, którzy wykorzystują swoją magię, by utrzymywać władzę, tak jak to się dzieje w Darksun, jednym z settingów do D&D. Jeśli bowiem są oni jednymi z niewielu magów w Athas, a do tego bardzo potężnymi, więc... Tak, są przerażający!
Poniekąd, tak też może być odbierana także mroczna magia ze Smoczego Księcia, która polega na wykorzystaniu sił życiowych istot magicznych do zasilania zaklęć.
A teraz o tym, jak pisać magię jako władzę:
- Skupmy się na pewnym niepokoju: ile złego może zrobić magia, jeśli jest w rękach kogoś głodnego władzy.
- Nie myślmy zbytnio nad ograniczeniami mocy. Zanim bohater miałby się z nimi zmierzyć, powinien napotkać ograniczenia moralne.
- Jeśli bohater jest samemu magiem, powinien napotkać pokusy wykorzystania mocy w sposób niekoniecznie dozwolony lub w inny moralnie wątpliwy sposób.
- Niech będzie pokazany wątek moralnej korupcji w wyniku używania magii. Nie tyle opętania czy czegoś w tym stylu, ale po prostu moralnego zatracenia się w wyniku posiadania tak wielkiej władzy.
Oczywiście, magia jako władza może być dzierżona zarówno w sposób negatywny, jak i, powiedzmy, neutralny. Dobrym przykładem jest tu znów Atelier Szpiczastych Kapeluszy, gdzie oprócz złych Kapeluszy z Rondem, którzy łamią zasady, znajdziemy przecież Szpiczaste Kapelusze, które pilnują się.
Miejsce #5: Technologia
Teraz przejdźmy do sytuacji, gdy magia staje się technologią w świecie...
Jak bowiem głosi trzecie prawo Clarke'a: "Każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii". W wypadku fantasy jednak miewamy czasami sytuację odwrotną. Rzeczy oparte na magii funkcjonują jak technologia, czasami nawet na poziomie wykraczającym poza to, co mamy dzisiaj w rzeczywistości.
Głównie taki sposób rozumienia magii znajdziemy w dziełach wchodzących w gatunek magipunku, takich jak:
- Arcane
- Eberron (D&D)
- Final Fantasy XV
- RWBY
Elementy magii jako technologii znajdziemy jednak także i w dziełach, które chcą zachować współczesną estetykę pomimo wyraźnej fantastyczności, jak dzieje się to w wypadku Ever After High.
Te przykłady jednak wykorzystują magię jako technologię, więc niekoniecznie nazwałbym to metaforą...
Ale zdarzają się punkty widzenia, które traktują magię jak technologię, tym samym dając podłoże do magicznej rewolucji przemysłowej. W ten sposób magia staje się jak nasza technologia, czymś powszechniejszym, służącym nie tylko magom, ale także innym ludziom jako coś codziennego, normalnego.
Można to zauważyć chociażby w niektórych filmach na kanale Grungeon Master, ale także i w innych dziełach. Wszakże, w Legendzie Korry magowie ognia umiejący tworzyć błyskawice są zatrudniani do generowania elektryczności w Mieście Republiki. Do tego w wielu grach znajdziemy całkiem znormalizowane, publiczne portale, alchemiczne stoły czy inne tego typu elementy magiczne codziennego użytku.
W sumie, tak trochę jest w Harrym Potterze - dużo jest wytłumaczeń magicznych na to czy na tamto. Np.: czemu do jakiegoś XIX wieku Hogwart nie miał kanalizacji? Wystarczyło zaklęcie i czarodziej mógł się załatwić i po sobie posprzątać!
Ba! Poniekąd Atelier Szpiczastych Kapeluszy również traktuje swoją magię jako swoistą technologię użytkową. Zresztą, myślę, że sposób w jaki ta manga radzi sobie z problemami niepełnosprawności (a dokładniej, niesprawnych nóg) świetnie obrazuje mentalność magii jako technologii. Jeśli komuś nie działają nogi, czy to w wyniku urazu czy też wady wrodzonej, taki ktoś może używać specjalnych, magicznych krzeseł.
No i jeszcze dochodzi do tego technologia wojskowa, uczestnicząca w ciągłym wyścigu zbrojeń.
A więc jak stworzyć magię jako technologię?
- Magia jako technologia jest mocno eksploatowana. Jeśli jakieś zaklęcie może się przydać do jakiegoś celu, zapewne jest ono w tym celu używane, albo będzie tak używane w przyszłości.
- Magia taka ulega ciągłym zmianom i ciągle przemienia świat dookoła. Tak jak technologia, ciągle się rozwija.
- Dużo uwagi powinniśmy poświęcić temu, do czego można użyć magii, a nie moralności i filozofii z nią związanymi.
- W odpowiednio magicznym świecie, wszystko powinno być magiczne, zaczynając od otoczenia, jak i sposobu, w jaki się robi różne rzeczy.
- Widoczny jest cykl problemów i rozwiązań, który powoduje, że rozwiązywane są różne problemy życia codziennego.
Magia jako technologia jest czymś, co zdecydowanie dobrze wypada w dziełach, gdzie chcemy mieć w magii narzędzie, a mniej filozoficzne aspekty.
Miejsce #4: Dawne tradycje
Mieliśmy metaforę mało filozoficzną, a więc teraz czas na coś bardziej filozoficznego...
Otóż, jak pewnie wiecie, magia w prawdziwym świecie bardzo często wiąże się z praktykami pogańskimi, które nie są zbyt pozytywnie widziane zarówno przez kulturę chrześcijańską, jak i racjonalizm. Oba te zjawiska mogą zostać łatwo połączone z kulturą europejską, szczególnie w wydaniu kolonialnym.
Jakby bowiem nie patrzeć, kolonizacja bardzo mocno uderzyła w kultury podbitych ludów, w tym właśnie praktyki kulturowe, które można uznać za magiczne. Jedne z nich były sprowadzane do roli całkowitych przesądów, inne były demonizowane.
Ale obecnie jest trend postkolonialny, który docenia takie elementy kulturowe, zarówno w kontekście świata pierwotnego (kto nie wie, co to, zapraszam na artykuł), jak i allotopii. W efekcie magia czasami przybiera właśnie taką postkolonialną formę.
Magia taka może iść dwoma śladami:
- dumy kulturowej, która celebruje daną kulturę i rolę, jaką odgrywa w niej magia. Bardzo często taki efekt osiąga się w fantastyce świata pierwotnego, gdzie bohater-mag po prostu używa swoich zdolności, które czerpie z praktyk ludowych, tak jak dzieje się to w Mr. Midnight czy Trese.
- anty-kolonialnego/post-kolonialnego buntu, gdzie magia jest powiązana z praktykami kulturowo zakazanymi przez najeźdźcę. W wyniku tego, magia i jej praktykanci zazwyczaj muszą się chować po zakamarkach, nawet jeśli są bezpośrednimi pomocnikami władzy. Tak, to jest między innymi serial Merlin, gdzie magia ma wiele cech często ma powiązanie ze Starymi Wierzeniami, które mogą być powiązane z przedchrześcijańskimi wierzeniami mieszkańców Wysp Brytyjskich.
Tak przedstawiona magia nie jest jedynie systemem mocy, ale i ważnym elementem kulturowym, podkreślającym znaczenie tej kultury w świecie, który dawniej traktował tą kulturę po macoszemu, umniejszał jej znaczenie na rzecz racjonalizmu i modernizacji albo też po prostu ta magiczna kultura jest wciąż zakazywana przez oficjalne władze (co często przybiera formę palenia czarownic albo rzeczy podobnych).
I możemy wymienić całkiem sporo przykładów magii, które przybierają takie formy antykolonialnego buntu:
- czarodzieje (Berserk)
- Klany Grulli (Ravnica/MtG)
- Kowen Dawnheart (Innistrad/MtG)
- Żywioły (seria Żywioły A.C. Gaughen)
Szczególną uwagę warto zwrócić także na Darzan z Kronik Dwuświata, gdzie magia na kontynencie Elise jest co do zasady zakazana, z dwoma wyjątkami. Druidzi stosują magię natury, która jest w sumie niewykrywalna, a do tego obecnie żyje już chyba tylko jeden druid. Tymczasem Darzanie pilnują, by magia nie była nadużywana i dbają o jej zachowanie w tajemnicy, oficjalnie stanowiąc społeczeństwo pasterskie.
A więc jak napisać magię jako te dawne tradycje?
- Zacznijmy może od tego, kto albo co jest siłą najeźdźczą, która patrzy krzywo na magię i kultury ją praktykujące. Czy to jakieś imperium kolonialne, religia czy może coś innego?
W wypadku fantastyki świata prymarnego zazwyczaj nie trzeba tego tłumaczyć, bo kompetentny odbiorca może samemu dojść do wniosku, że chodzi o jakiś kolonializm, modernizację albo siłowe nawracanie. To po prostu się wie po kontekstach historyczno-kulturowych.
Jednakże allotopia nie ma tak jasnych tych kontekstów, co wymaga ich zauważania. - Ustalmy, jaką relację ma magia z tą dominującą siłą. Czy jest penalizowana? A może jest zepchnięta do małych grup kulturowych? A może przez dziesiątki lat była cicho, lecz teraz odradza się ponownie?
- Czy magowie wszyscy wywodzą się z jednej kultury, czy jednak pochodzą z różnych tradycji magicznych?
- Warto również ukazać tą grupę jako lekko prymitywniejszą od tej dominującej. Może inni ubierają się w stroje rodem z XIX wieku, a tamci noszą stroje z XVIII wieku albo nawet renesansu.
Może to też wiązać się z przedmiotami, które bardziej kojarzą się z przesądami, co w fantastyce niekoniecznie przesądami być musi.
Co warto zauważyć, tak ujęta magia może mieć także wydźwięki neopogańskie, co wynika moim zdaniem z tego, że neopogaństwo czasami może wykorzystywać narracje podobne do tych dekolonizacyjnych, szczególnie, gdy elementem kolonizacji miała być przymusowa chrystianizacja.
Miejsce #3: Porządek naturalny
Kolejny bardzo filozoficzny sposób rozumienia magii!
Magia często jest przedstawiana jako coś naturalnego. Nie tylko dlatego, że jest czymś występującym w przyrodzie, ale i dlatego, że stoi na jej straży.
Nie chodzi tu jednak jedynie o magię natury, gdzie wszystko jest związane z przyrodą, kwiatkami, roślinkami i zwierzątkami... Nie, czasami magia nie musi być zielona, żeby stanowić element zarówno dbający o porządek naturalny, jak i mu podlegający.
Porządek naturalny może mieć bowiem niejedną formę:
- cykliczność przemian
- przeznaczenie
- dbanie o balans (a'la yin-yang)
Czasami jednak magia jako porządek naturalny wynika po prostu z tego, że świat jest magiczny i działa w ten sposób, bo działa w nim magia. Magia jest więc jego naturalnym elementem, częścią jego porządku.
Przykłady takich systemów magicznych można znaleźć między innymi w:
- Fabula Ultima (magowie korzystający ze strumienia dusz)
- Kronikach Rodu Kane (magowie)
- Magic: The Gathering (często różne frakcje związane z zieloną maną)
- Magu: Wstąpienie (ze szczególnym uwzględnieniem Chakravanti)
- Smoczym Księciu (magowie korzystający z Arkanów)
- Warcrafcie (szamani, druidzi, mnisi, magowie itd.)
- Wilkołaku: Apokalipsie (istoty związane z Tkaczką)
Oczywiście, wszystko to przy założeniu, że świat jest w gruncie rzeczy magiczny, ma jakiś porządek naturalny (jak chociażby życie i śmierć) i magia w jakiś sposób pomaga ten porządek podtrzymywać.
A jak to zrobić?
- Zacznijmy może od tego, jakie prawa natury są związane z magią. Czy chodzi o cykl przemian, balans w przyrodzie, przeznaczenie czy może jeszcze coś innego?
- Warto zastanowić się, jak magia objawia się w przyrodzie, która jest przecież magiczna. Czy chodzi o magiczne zwierzęta, duchy przyrody, genus loci czy może coś podobnego?
- Warto w tym wszystkim ukazać także miejsca szczególnie magiczne, by pokazać naturalność magii w przyrodzie...
Gdy myślimy o magii jako czymś związanym z porządkiem naturalnym, nie należy jednak zakładać, że wszystko takie działania magów są dobre. W niektórych settingach druidzi potrafią działać przeciwko dobru ludzkości, wprowadzając na tereny drapieżniki. Z kolei Chakravanti reprezentują nieuchronność śmierci, a tym samym nie mają zbyt wielkich oporów przed odbieraniem życia. A garou... nie bez powodu mówi się, że w Wilkołaku: Apokalipsie gra się ekoterrorystami!
Oczywiście, warto tu także nadmienić, że w niektórych interpretacjach pod naturalny porządek może także podpadać magia związana z religią, jak na przykład święta magia.
Miejsce #2: Ekspresja
Magia bardzo często jest tym, co pozwala bohaterom pokazać swoje prawdziwe ja, tym samym pozwalając magom na autoekspresję. Dlatego też magia może być czymś, co zarówno umożliwia pokazanie swojej własnej ścieżki, jak i także może wiązać się z akceptacją niedoskonałości.
A więc znów możemy myśleć o takiej metaforze w dwóch kategoriach:
- docenienia swojego indywidualizmu, co może przybierać także aspekty artystyczne
- akceptacji tego, kim się jest, w tym aspektów niepełnosprawności, queerowości itd.
Zdecydowanie jednym z najbardziej kluczowych dzieł, które używa takiej metafory jest... Harry Potter. Jeśli bowiem nie będziemy przypominać sobie co chwila, że świat czarodziejów miał być dla Harry'ego ucieczką od nudnego, nieciekawego świata mugoli, w którym jego wujowstwo go nienawidziło, trudno wybaczyć to, jak fatalnie wychodzi reprezentacja mugoli w tej serii.
Ale to, że magia wiąże się z docenieniem indywidualizmu maga, jego akceptacją albo jednym i drugim, znajdziemy także w takich dziełach jak:
- Atelier Szpiczastych Kapeluszy
- Frieren: U kresu drogi
- Magic the Gathering (często różne frakcje związane z czerwoną maną)
- Sowi Dom
We wszystkich tych dziełach magia, przynajmniej w niektórych momentach, sprawia, że magowie czują sią specjalni. Nie wywyższeni, ale po prostu specjalni, unikatowi, mogący pokazać, kim są!
Coco co chwila zachwyca się tym, jak wspaniała jest magia. Frieren kocha magię do tego stopnia, że kolekcjonuje zaklęcia do najmniejszych pierduł. A Sowi Dom? To istna bomba neuroróżnorodności, bycia geekiem, dziwakiem, queer i ogólnego uwielbienia dla unikalności Luz, Edy i reszty bohaterów!
Nawet Draculaura w Monster High (Generacja 3.) może się w to wpasowywać, gdyż jej fascynacja czarami początkowo była dla innych potworów dość dziwna, jednak ostatecznie została zaakceptowana... Po kilku ożywionych muffinkach siejących terror w kafeterii Starszyceum.
A więc jak stworzyć taką metaforę magii jako ekspresji siebie?
- Zacznijmy od tego, jaka to ma być ekspresja! Czy chodzi o bycie po prostu sobą, a może coś bardziej konkretnego? A może chodzi o kreatywność i myślenie poza schematami?
- Niech magia będzie cudowna! Niech magia zauroczy zarówno bohaterów, jak i samych odbiorców!
- Wcześniejsza historia ograniczania wolności ekspresji i braku akceptacji może podkreślić jeszcze bardziej to, jak magia pozwala na tą ekspresję i akceptację.
Tak czy inaczej, magia w różnych dziełach pozwala bohaterom wyrazić siebie. Jeśli nie przez sam akt rzucania zaklęć, to poprzez otoczenie, które akceptuje takiego maga, ze wszystkimi jego dziwnościami.
Miejsce #1: Nauka
Chyba nikogo nie zdziwi, że magia często ma znamiona nauki. Powody tego są liczne.
Zacznijmy może od tego, że magia z prawdziwego świata miała znamiona nauki. Wszakże alchemia była taką protonauką, która próbowała zrozumieć świat poprzez procesy, które możemy dziś określać magią. Wszakże tworzenie kamienia filozoficznego, będące celem większości alchemików, było opisywane w sposób, który już dawno przekroczył granice okultyzmu. Zresztą, przez setki lat różnego rodzaju nauki były pomieszane z wierzeniami religijnymi i ludowymi. Na pierwszych uniwersytetach ważnym kierunkiem była chociażby teologia.
Do tego dochodzi także to, że osoby praktykujące magię były zazwyczaj mądrzejsze, znały tajniki działania świata. I to znów nie jest tylko jakiś motyw z fikcji. Możemy się bowiem spodziewać, że wioskowa wiedźma miała opinię najmądrzejszej. Do tego dochodzi również fakt, że różnego rodzaju magowie bywali doradcami władców, jak chociażby Merlin, który doradzał Arturowi.
Ach! No i warto także wspomnieć o Scholomancji, szkole czarnej magii z rumuńskiego folkloru, w której mieli uczyć się solomonari. A więc szkoły magii to nie wymysł Le Guinn, czy Gaimana, a już na pewno nie Rowling!
Metafora magii jako nauki przejawia się w wielu odmianach:
- szkołach magii, gdzie magowie uczą się magii, np.:
- Akademia Strange (Marvel Comics)
- Aretuza (Wiedźmin)
- kolegia magii Aldorfu (Warhammer Fantasy)
- Niewidoczny Uniwersytet (Świat Dysku)
- szkoła na wyspie Roke (Czarnoksiężnik z Archipelagu)
- magowie, którzy zajmują się eksperymentami, które zazwyczaj kojarzylibyśmy z nauką, jak chemia, biologia itd, np.:
- Merlin (Nanatsu no Taizai)
- Sorcerio (Rozczarowani)
- Vesta (Odrodzony jako Galareta)
Do tego dochodzi także to, że czarodzieje w D&D są uważani za właśnie takich magicznych naukowców, którzy studiują magię, by móc następnie ją wykorzystywać, w przeciwieństwie do zaklinaczy, którzy mają wrodzoną moc, i czarowników, którzy czerpią moc od swoich patronów. Od czarodzieja w D&D oczekuje się, że chodził on do szkoły magii. Nawet podklasy czarodzieja mają reprezentować, w jakiej szkole magii się on specjalizuje.
Choć równie dobrze można uznać, że chodzi tu o szkoły magii jako podział zaklęć, a nie akademie, do których czarodziej chodził. Choć fakt, że używa się nazwy "szkoła", powinien również budzić pewne skojarzenia.
Gdy magia jest metaforą nauki, mamy wrażenie, że ta magia jest oczywista, tworzy podstawy świata, jednakże tym zasadom niekoniecznie trzeba usługiwać, ale można nad nimi zapanować. Magia taka daje poczucie zrozumiałości i poniekąd przewidywalności, przynajmniej gdy mamy perspektywę maga.
Niestety, z tą metaforą wiązać się może także i coś złego. Otóż, nauka potrafi całkiem zaślepiać, prowadząc do nieetycznych zachowań. Przypominam, wiele współczesnych osiągnięć medycyny jest efektami zbrodni przeciwko ludzkości. Przykład: badanie Tuskegee, gdzie zarażono kiłą ponad 200 czarnoskórych farmerów, żeby sprawdzić, jak rozwija się ta choroba... Oczywiście, nie powiedziano o tym samym zarażonym, co poskutkowało zarażeniem także ich żon oraz dzieci (bo kiłą można się zarazić w łonie matki!). No i oczywiście także i śmiercią zarażonych.
Ale to nie koniec zaślepienia nauką! Jeszcze jakiś czas temu wierzono, że na nauce opierała się idea istnienia ras ludzkich, a także w nauce szukano dowodów potwierdzających słuszność rasizmu jak chociażby to, że biali ludzie mają większe puszki mózgowe niż ci czarni... Przypominam, neandertalczycy też mieli większe puszki mózgowe niż człowiek rozumny.
Innym przypadkiem jest także eugenika, która również była promowana jako coś naukowego.
A teraz wyobraźcie sobie, że takie rzeczy dzieją się w fantastyce, z magią. Właściwie, nie musicie daleko szukać, bo takie rzeczy dzieją się w Wiedźminie, gdzie niektóre wypowiedzi magów mogą zostać uznane za na przykład eugeniczne.
Takie poczucie, że magia, tak samo jak i nauka, może być powiązana z tak moralnie złymi rzeczami, może być odpychające... Ale to, co dla jednego będzie śmierdzieć łajnem, dla innego może błyszczeć złotem, więc jeśli ktoś lubi światy wątpliwe moralnie, takie pokazanie magii jako nauki brzmi całkiem sensownie!
No, ale jak uczyć magię metaforą nauki?
- Zacznijmy od tego, żeby magia wydawała się być logiczna. Odbiorca nie musi znać w pełni jej zasad, to nie musi być twarda magia, ale powinniśmy zadbać o to, żeby wydawało się, że bohaterowie znają te zasady.
- Warto wykorzystać elementy kojarzące się z kulturą akademicką, zarówno naukami przyrodniczymi, jak i humanistycznymi.
- Dobrze byłoby podkreślić, że magowie są uczniami jakichś szkół magii albo też ich absolwentami. Ewentualnie, mogą oni być samoukami, ale nadal zainteresowanymi nauką.
Oczywiście, to, jak bardzo naukowe wszystko będzie, w dużej mierze zależy od waszego podejścia i wybranej nauki. Na przykład arcavioskie kolegium Quandrix wiąże swoją magię z matematyką i geometrią, podczas gdy Lorehold to bardziej historia. Magia, której nauczają na Roke, to zaś magia imion, a magia z Niewidocznego Uniwersytetu... Cóż, Niewidoczny Uniwersytet to Niewidoczny Uniwersytet!
Czy magia musi być metaforą?
Krótka odpowiedź: nie, nie musi.
Jednakże to, że czegoś nie zaplanujemy, nie oznacza, że ktoś nie przyjdzie i nie zobaczy w tym żadnej metafory. Zapewne wiele z tych przykładów, które tu omawiałem, nie było metaforami zaplanowanymi przez autorów, ale ja w nich zobaczyłem coś, co jednak wpasowywało się w te narracje.
Do tego dochodzi jeszcze to, że metafora w magii może wspierać motywy w dziele. Hogwart jest dla Harry'ego ucieczką od nieprzyjemnego wujostwa, więc magia jest przedstawiana jako szczególnie cudowna i ciekawa dla dziecka, ale tymczasem Callum, który chce razem z przyjaciółmi pogodzić zwaśnione rasy ludzi i elfów, musi wybrać między typową dla ludzi magią mroczną, która wykorzystuje siły życiowe innych, oraz naturalnymi magiami opartymi na 6 żywiołach, które kojarzą się raczej z elfami. W tych wypadkach metafory podkreślają motywy dzieł.
A więc magia nie musi być metaforą, ale warto to przemyśleć, by podkreślić historię!
Co więcej, w zależności od przypadku, niektóre systemy magiczne mogą pasować do kilku metafor na raz. Magia z Atelier Szpiczastych Kapeluszy jest zarówno cudowna, jak i przerażająca. Do tego, magia tam może być także rozpatrywana w kontekście technologii.
Zresztą, to nie jest tak, że metafora musi być zawsze jedna!
No i oczywiście, ta lista nie jest listą definitywną. Magia może być czymkolwiek chcemy! Po prostu te metafory wydają mi się godne uwagi.
I to by było już chyba na tyle!
Pisałem ten wpis przez 1,5 tygodnia, co zapewne widać po tym, jak się w pewnym momencie zacząłem spieszyć.
Mam nadzieję jednak, że nie było to jakoś nieznośne i wyciągnęliście coś z tego.
Jeśli się wam to podobało, skomentujcie i udostępnijcie tego posta, by mój blog mógł rozwijać się dalej. (Na serio, skomentujcie, bo tylko tak wiem, że nie jesteście po prostu singapurskimi botami!)
Do przeczytania!
Komentarze
Prześlij komentarz