(Nie)Historycznie zła komedia - Kilka słów o "1670"
Ohayo! a może Adamczycha!
Witam w kolejnym wpisie na moim blogu. Drugi sezon wychwalanego pod niebiosa polskiego serialu komediowego, "1670" pojawił się na Netflixie w połowie września! Jest połowa listopada, gdy piszę tego posta, a wy pewnie przeczytacie w grudniu! Jednak chciałem zrobić jakąś recenzję, bo to szybki wpis.
Ale czemu piszę to aż tak późno? Cóż, ten serial wymagał ode mnie dużo skupienia, a o to było ostatnio trudno. Dosłownie, zamiast oglądać ten serial, zdążyłem obejrzeć trzy inne seriale. Ale w końcu udało mi się obejrzeć tą komedię, całe dwa sezony, i mogę wyrazić o niej swoje zdanie.
1670 - o czym to jest?
Serial 1670 jest komedią dziejącą się w Polsce w... no, 1670 roku. Minęło więc dziesięć lat od potopu szwedzkiego, a do Bitwy pod Wiedniem zostało 13 lat. Akcja skupia się na rodzinie Adamczewskich, ziemianach, którzy mają połowę wsi Adamczycha... drugą połowę ma Andrzej.
Adamczewscy wydają się być ciekawą parodią rodziny szlacheckiej, wyśmiewającą sarmacką pychę itd. Na jej czele stoi ojciec, Jan Paweł, który chce był najbardziej znanym Janem Pawłem w historii polski, zostając królem... Dobrze wiemy, że ani jedno, ani drugie mu się nie uda!
Tymczasem jego żona, Zofia, jest... zdewociałą dziwaczką, którą widzimy chyba po raz pierwszy, gdy leży krzyżem przed drzwiami (na szczęście, po stronie wewnętrznej domu). Później jednak przekształca się w trochę taką matronę rodu, która martwi się o przyszłość swoich dzieci. No i to, że zdradziła swojego męża.
Jest także trójka ich dzieci: najstarszy (żyjący) Stanisław, Jakub, który jest księdzem, i Aniela, która jest dziewczyną... No i postacią, która ma stanowić trochę taką feministkę i postać świadomą społecznie, klimatycznie itd.
Poza tym jest także Maciej, pomocnik kowala, który zakochuje się w Anieli ze wzajemnością, oraz Bogdan, brat Zofii, który jest służył jako żołnierz we wszystkich najważniejszych porażkach Polski w ostatnich latach.
Mój wielki problem!
Założenia tego serialu sugerują, że jest to komedia historyczna. W założeniu, tak, ma to miejsce w otoczeniu przypominającym historię, ale... To wszystko nie jest zbytnio historyczne!
I to jest mój największy problem z tym serialem - nie śmiejemy się tu z historii, z tradycji i ich idiotyzmów. Wiele żartów nawiązuje do współczesności, tak jak chociażby protest Anieli przeciwko globalnemu ociepleniu... w XVII wieku, przed rewolucją przemysłową! Nie wiem jak wam, ale mnie się na myśl o tym agrafka w kieszeni otwiera (nie nóż, ale nadal kłuje!).
I rozumiem, niektóre żarty wymagają od odbiorcy myślenia porównując między tym, co na ekranie, a tym, co obecne, jak chociażby ten żart o Janie Pawle chcącym być najsławniejszym Janem Pawłem w historii Polski, podczas gdy najsłynniejszym Janem Pawłem jest/był papież. Podobnym żartem był ten o mierzeniu kutasów, czyli frędzli u żupana.
No, tylko że te żarty nie stanowią zbytniej podstawy tego serialu!
Jak zauważył pewien historyk mnóstwo tu przekłamań, które mogą być groźne dla kogoś, kto nie umie odróżnić ich od tego, co było naprawdę. Można bowiem założyć, że pewne elementy w tym serialu były prawdą historyczną, a nie tylko wymysłem autorów serialu. I nie chodzi o takie rzeczy jak marsz równości, sklep "U Polaka", gdzie można było sobie kupić odzież z napisem "Szlachta nie pracuje" czy też zawody gry w palanta, w których mierzyły się drużyny złożone z chłopstwa. Mam na myśli wymysły związane z podatkami szlachty (w rzeczywistości 0%) czy tym, jaki musi być obraz trumienny.
Ba! Pojawiające się w czołówce grafiki nie są wcale czymś barokowym (XVII-wiecznym), ale raczej czymś typowym dla średniowiecza. Introligatorstwo, które słynęło z takich dziwnych obrazków, stawało się w baroku już rzadkością, a swoją sławę święciło właśnie w średniowieczu.
Ale powiedzmy, że nas już to nie obchodzi, bo nie jesteśmy już w szkole albo nie zamierzamy się kłócić o historyczną poprawność w internecie, więc takie przekłamania nam nie zaszkodzą.
Tylko że ja nadal czuję się lekko oszukany, bo miałem nadzieję pośmiać się z sarmatyzmu i innych XVII-wiecznych ideologii polskich, a nie współczesnej Polski przedstawionej w zwierciadle z XVII-wiecznego ziemiaństwa.
Jakbym chciał się pośmiać ze współczesnej Polski, poszukałbym jakiegoś stand-upu, kabaretu albo komedii. Jestem pewien, że gdzieś tam lecą jeszcze powtórki Kiepskich!
Ale czy to w ogóle byłoby możliwe? Czy można zrobić komedię historyczną, która byłaby śmieszna i historyczna? Jakby bowiem nie patrzeć, komedia jest trudnym gatunkiem, bo wymaga od odbiorcy kompetencji, by rozumiał żart. A komedia historyczna wymagałaby całkiem sporych kompetencji z dziedziny historii, a nie każdy pisał z niej maturę. A nawet ci, którzy pisali z niej maturę, mogli nie skupiać się wystarczająco na XVII-wiecznej Polsce, by zrozumieć wszystko, co by się pojawiło w takiej komedii.
Ale z drugiej strony, gdyby ten serial był wierniejszy historycznie, nie skupiałbym się w odcinku "Marsz równości" nad tym, czy naprawdę w Polsce były takie spisy innowierców, zamiast na elementach komediowych w tym odcinku.
Można to zestawić z Rozczarowanymi, gdzie świat był totalnie dziwny, ale jednak spójny. Ale Dreamland był allotopią, którą po prostu się akceptowało taką, jaką była.
Nie mówię jednak, że 1670 jest złą komedią. Gdy wreszcie wyłączyłem mózg wiecznie próbujący zrozumieć historyczne tło dzieła (tak gdzieś w połowie drugiego sezonu), okazało się, że żarty potrafią być ciekawe i śmieszne. Albo może to dlatego, że w ostatnich odcinkach pojawiają się czarownice, demony i tajemnicza łatwopalność XVII wieku!
Jednak jako dzieło historyczne, to jest słabe!
Jeszcze 213 lat do świecówek, więc nie ma wymówek! - o Janie Pawle
To, że uważam, że warstwa historyczna nie jest w tym serialu najlepsza, nie jest jednak moim jedynym problemem z 1670!
Co bowiem łączy Homera Simpsona i Petera Griffina? To, że są głowami rodziny, i to, że są niemiłosiernie głupi!
Głowa rodziny Adamczewskich, Jan Paweł, również nie odstaje od tego szablonu, jednak jest w tym akcie jeszcze gorszy. Homer i Peter bowiem byli otoczeni osobami, które zauważały, że są oni idiotami, podczas gdy Jan Paweł jest traktowany przez większość swojej rodziny jako wzór do naśladowania (wyjątkiem jest oczywiście Aniela), a gdy ktoś już zwróci mu uwagę, że do najinteligentniejszych to on nie należy, odrzuca on tą myśl.
Jest więc zarówno głupi, jak i arogancki, co mnie mierzi niemiłosiernie!
Oczywiście, poniekąd można to zwalić na to, że mówimy tu o sarmacie!
Polski szlachcic, tym bardziej będący głównym bohaterem w takiej satyrze, nie może grzeszyć inteligencją ani skromnością! Ma być za to wcieleniem tego, co doprowadziło nasz kraj do upadku.
Jednakże nawet rozumiejąc to, nadal może mi nie odpowiadać, jak się zachowuje Jan Paweł.
Jego zachowanie wciąż może mnie śmieszyć, ale związany z tym śmiech będzie podszyty lekko niekomfortowym zażenowaniem, jak głupi jest bohater.
Jak mówiłem, głupia głowa rodziny nie jest niczym nowym, ale zazwyczaj postać zdaje sobie sprawę ze swoich braków, a inni jakoś próbują naprostować problemy, jeśli jakieś z tego powodu powstaną. Jan Paweł po prostu nie ma tak wyraźnej opozycji, więc ostatecznie staje się on dla mnie nieznośny!
Ale jak mówiłem, nie na tyle, żeby kompletnie zniszczyć mi radochę.
Chcesz do korpo? Do zakonu, a nie do folwarku! - problem z Jakubem
Jednak to nie Jan Paweł jest najbardziej znienawidzoną przeze mnie postacią w tym serialu. Choć bowiem słyszałem, jak inni zachwycają się odgrywaną przez Michała Sikorskiego postacią ojca Jakuba, czyli księdza i młodszego syna pary Adamczewskich, ja nie byłem w stanie podzielać tych emocji.
Mnie po prostu Jakub wkurzał. To taki mały, oślizgły pasożyt, który ciągle miesza, ciągle coś wyprawia i ciągle pragnie władzy i spadku. Tylko, czy, zostając księdzem, nie powinien przemyśleć, że spadek (Adamczycha i reszta majątku jego rodziny) nie powinien mu się w takim razie należeć? Ma przecież starszego brata, a także siostrę, a on sam oficjalnie dzieci mieć nie może (celibat obowiązywał duchownych już od średniowiecza!), więc to oczywiste, że jego rodzice przestaliby rozmyślać nad spadkiem dla niego. A mimo to ta podła żmija (bez obrazy dla żmij i innych gadów) ciągle coś knuje!
A jak nie knuje, żeby sprawić, by jego rodzice przestali ufać Anieli, to knuje w innych celach.
Rozmawiałem o tym ze znajomymi i... oni twierdzą, że to wszystko są żarty z korporacji. Może i są, ale ja ich nie rozumiem! Mnie one nie śmieszą i powodują obrzydzenie postacią Jakuba, którą z chęcią bym zostawił w którymś z pożarów, które razem ze Stanisławem rozpętali w drugim sezonie!
Naprawdę, nienawidzę tego gościa!
I nienawidzę tego, że najgorsze, co mu się przydarzyło przez te dwa sezony, to utrata posłuchu u Jana Pawła!
A fakt, że moim zdaniem Jakub powinien już nie mieszkać w Adamczysze, lecz być księdzem (zdecydowanie bardziej wpływowym) gdzie indziej, jest tylko opcjonalną wisienką na torcie! Bo jeśli naprawdę Jakub jest tak żądny władzy, mógłby próbować się sprawdzić na dworze królewskim albo i nawet w Watykanie. To o wiele lepiej pasowałoby do jego charakteru!
No i czy przypadkiem, aby zostać księdzem w tych czasach nie trzeba było i tak wyjechać na studia? Czemu więc Jakub wrócił?
Dobrzy, mierni i niewierni - cała reszta
Pozostałych Adamczewskich oceniam jako postaci znośne.
Zofia początkowo wydawała mi się kimś, kto miał robić w serialu za dziwadło, taką nawiedzoną katoliczkę, która będzie miała trzy kwestie na odcinek i będą one czymś totalnie dziwnym, jak chociażby to, jak chciała zapewnić pomyślność obrad sejmiku w pierwszym odcinku poprzez biczowanie się z mężem. Wraz z rozwojem serii Zofia jednak staje się coraz normalniejsza, coraz bardziej zaczyna przypominać matkę, która martwi się o przyszłość swoich dzieci. A to, że pod koniec pierwszego sezonu zdradza męża i to ciąży jej na sumieniu przez cały drugi sezon, tylko dodaje jej kolejnych, ludzkich motywacji.
Dla jej postaci to dobrze, jednak to pewna strata dla jej komediowego potencjału. Naprawdę, już myślałem, że będzie trochę jak Oona na początku Rozczarowanych, postacią śmieszną w swej dziwności.
Tymczasem Stanisław... Trudno powiedzieć o nim coś złego, bo przez pół pierwszego sezonu go właściwie nie ma! Jest on postacią zagubionego dziedzica, niepewnego, gdzie leży jego miejsce. Żarty z jego udziałem sytuowały się raczej od miernych (takich, że ani nie wybuchałem śmiechem, ani nie wierciłem się z zażenowania) do dobrych. Choć bowiem nie był raczej zbyt inteligentny, tak samo jak jego ojciec, to nie był przepełniony nieznośną pychą.
Aniela zaś jest zdecydowanie najbardziej pozytywną postacią spośród wszystkich, taką polską, XVII-wieczną Lisą Simpson. Jest zdecydowanie najbardziej inteligentna z całej rodziny i do tego wyprzedza poglądami swoją epokę o jakieś 200 lat. Ma bowiem chęć, by niczym postać pozytywistyczna pracować u podstaw, dając chłopstwu więcej praw. I jak postać z pozytywistycznej powieści autorstwa Orzeszkowej ma romans z chłopem - Maciejem. Wątek ich związku jest rozwijany całkiem dobrze przez 1,5 sezonu, chociaż muszę przyznać, że mezalians jest kliszą, która wymaga przewrócenia oczami.
Jednakże Aniela wprowadza trochę potrzebnej w tej serii w miarę otwartej krytyki sarmatyzmu (i tym samym zachowań jej ojca). Oczywiście, to nie wystarczy, żeby zadośćuczynić za głupotę Jana Pawła w pełni wspieraną przez resztę rodziny, ale nadal jest przyjemne.
Ale to, że Aniela posiada większość przydziału szarych komórek w jej rodzinie, nie oznacza, że żarty z jej udziałem są słabe. Szczególnie fajne było zderzenie jej racjonalności z realiami życia w odcinku Gusła, gdzie mówi ona, że nie ma żadnych bab wodnych czy cmentarnych, a baby te jak na odprawie potwierdzają swoją obecność. No i gdy mówi o nieistnieniu czarownic, podczas gdy za nią jedna z nich startuje na miotle niczym mały odrzutowiec!
Och! Jest także Bogdan, spowinowacony z Adamczewskimi, lecz oficjalnie nie jeden z nich! Początkowo jest on głupkiem, ale wszyscy zdają sobie sprawę z jego braku inteligencji, co sprawia, że nadal pozostaje on śmieszny, a nie arogancko wkurzający jak Jan Paweł. Szczególnie fajne było to, jak Maciej pozbywał się go, mówiąc, że jakąś wieś atakują (chyba) Tatarzy, a on biegł w swojej zbroi husarza do bitwy!
Jednak w drugim sezonie okazał się on być (choć odrobinę) inteligentny, gdy otwarcie stwierdził, że sposób prowadzenia folwarku przez Jana Pawła nie jest zbyt dobry. Działo się to w odcinku Palant i od tego momentu zyskałem do niego szacunek.
I nadal pozostawał on śmieszny, czego szczytem okazał się jego wieczór kawalerski, na którym został on po pijaku opętany (chyba przez demona z pierwszego sezonu) i wyleciał przez okno!
Mnie to śmieszy!
Ostatecznie 1670 jest nawet spoko komedią, która jednak, przynajmniej dla mnie, nie daje tego, co obiecuje jako dzieło dziejące się w realiach historycznych. Ma też niestety dwie postaci, które mnie niemiłosiernie irytują i którym nie przydarza się żadna kara za ich głupotę i/lub arogancję.
Dlatego moim zdaniem jest to serial zasługujący na 6/10 albo i nawet 7/10, jeśli wyrzucimy wszelkie oczekiwania dotyczące elementów historycznych.
Oczywiście, to jest moje zdanie, subiektywne, zapośredniczone w moich kompetencjach jako osoby, która nie oglądała The Office (a to podobnież może być dobrym kontekstem, jeśli chodzi o konwencję zastosowaną w tym serialu). Jeśli wam się podobało to bardziej niż mnie, macie do tego całkowite prawo! Moje zdanie jest takie, ale nie oznacza to, że wasze się nie liczy.
A to dlatego, że wszystkie recenzje i opinie o tym serialu będą subiektywne!
Mam nadzieję, że się wam ta recenzja spodobała. Napiszcie komentarz i udostępnijcie tego posta, by mój blog się rozwijał.
Do przeczytania!
Komentarze
Prześlij komentarz