Gdy spiski wychodzą na jaw! - Czemu nowe "Z Archiwum X" się według mnie nie uda?
Ohayo! a może Quantico!
Witam w kolejnym wpisie na moim blogu! Od jakiegoś czasu w internecie słyszy się doniesienia o nowym Z Archiwum X, który ma być reżyserowany przez Ryana Cooglera, którego możemy znać z Creeda, Czarnej Pantery i Grzeszników. Nie będzie to jednak nowy sezon z Mulderem i Scully, ale... zupełnie nowa seria! To będzie prawdziwy reboot.
Informacje te wzbudziły oczywiście kontrowersje, tym bardziej, że w głównych rolach nie wystąpi żaden biały aktor. Będziemy mieli do czynienia z czarnoskórą postacią kobiecą graną przez Danielle Deadwyler i męską postacią pochodzenia indyjskiego graną przez Himesha Patela. Myśl, że zrobili z Muldera Hindusa, a Scully będzie czarna (nawet jeśli to nie mają być Mulder i Scully) wystarczyło, by wzbudzić obiekcje.
Ja również ma pewne obiekcje związane z tym serialem i wróżę mu niezbyt dobrą przyszłość. Nie z powodu ras głównych bohaterów, ale z powodu zupełnie innego. Myślę, że warto opowiedzieć, czemu.
(Uwaga! Ten wpis będzie wspominał o pewnych wydarzeniach medialnych ostatnich lat, które są... nie na mocne nerwy. Naprawdę, będzie trochę o teorii spiskowej, która okazała się ostatnio prawdą... I to może nie być zbyt ładne!)
Czym było Z Archiwum X?
Z Archiwum X, które w dalszych fragmentach będę pewnie instynktownie skracał do Archiwum X, jest amerykańskim serialem emitowanym w latach 1993-2002, a następnie w 2016 i 2018 roku.
Akcja opowiada o dwójce agentów FBI, którzy zajmują się sprawami, które wydają się dziwne, w które zamieszane są zjawiska paranormalne, kosmici, demony itd.
Seria ta wydała się dać szansę swoistemu gatunkowi seriali fantastycznych, które opowiadają o grupach ludzi zajmujących się właśnie takimi dziwnymi sprawami. Jako przykłady takich dzieł można podać Czynnik Psi (1996-2000), Siły Pierwotne (2007-2011) Sanktuarium (2008-2011), Fringe: Na granicy światów (2008-2013) czy Magazyn 13 (2009-2014). Wszystkie te działa właśnie skupiały się na mniejszych (2 osoby) lub większych (całe organizacje) grupach zajmujących się dziwnymi zjawiskami, jednakże każdy z nich miał swój pomysł na siebie:
Czynnik Psi przedstawia całą rządową organizację (O.S.I.R), która zajmuje się zjawiskami paranormalnymi. Do tego początkowo (przez cały pierwszy sezon, z wyjątkiem finału) były aż dwie sprawy na odcinek.
Siły Pierwotne były bardzo mocno sprecyzowane: walczyły z anomaliami, tunelami w czasie (i prawdopodobnie przestrzeni, bo dodo były endemitami z Mauritiusa), przez które najczęściej przechodziły różnego rodzaju dinusie i inne wymarłe stwory. Albo jeszcze nie wyewoluowane, z przyszłości.
Sanktuarium skupiało się bardziej na niezwykłych istotach, takich jak zmiennokształtni, nieśmietelni, wampiry itd.
Fringe opierał się na wynalazkach pewnego naukowca zajmującego się fringe science, czyli swoistą nauką niepotwierdzoną naukowo.
Magazyn 13 zaś magazynował artefakty, które zdobyły niezwykłe zdolności i które można powiązać z historycznymi/legendarnymi zjawiskami jak deska z Titanica, która nasiąkła esencją mrozu Atlantyku i zamrażała każdego.
Z Archiwum X, choć było pierwowzorem tego nurtu seriali, również miało coś, co go wyróżniało. Był to spisek. Cały serial opierał się na tym, że Mulder wierzył w teorie spiskowe o tym, że rząd ukrywa kosmitów, że kosmici wpływają na ziemskie życie itd. No i te teorie okazały się jak najbardziej prawdziwe. Główny wątek był właśnie o tym, że kosmici mieszali się w życie ziemian, eksperymentowali na ludziach, tworzyli hybrydy...
Nie zrozumcie mnie źle, istniały liczne odcinki, w których nie było kosmitów, tak zwane "Potwory tygodnia" (Monster of the Week). I te potwory tygodnia są moim zdaniem o niebo lepsze niż cokolwiek się działo w sprawie tych kosmitów. Mieliśmy wampiry, mutanty, demony, osoby obdarzone parapsychologicznymi zdolnościami... Wszystko czego byśmy zapragnęli!
Jednakże bez kosmitów, a co więcej, bez związanego z nimi rządowego spisku, ta seria nie byłaby sobą.
Mój zarzut: Niezbyt aktualne
Powód, dla którego uważam, że nowe Z Archiwum X, które zapewne musiałoby poniekąd zbudować swoją mitologię od nowa, może nie poradzić sobie ze stworzeniem takiego spisku. Nie w dzisiejszych czasach.
Akcja tego serialu zapewne działaby się współcześnie, w latach 20. XXI wieku, zapewne w 2027 roku.
I w tym jest problem!
Obecne czasy wydają się dość specyficzne dla teorii spiskowych. Z jednej strony nie można ukryć tego, że pewne rzeczy uznawane dotychczas za teorie spiskowe wyszły na jaw, co zdecydowanie sprawiło, że powiedzenie Atora "Spieszmy się kochać teorie spiskowe, bo tak szybko stają się prawdą" nabrało naprawdę mrocznego wydźwięku. Problem polega jednak na tym, jaka teoria spiskowa okazała się prawdą.
W 2016 roku mówiono o PizzaGate i tajnej siatce... powiedzmy, ludzi zbyt bardzo lubiących dzieci, która miała wyrabiać naprawdę okropne rzeczy... No cóż, w jakieś 10 lat później okazało się, że taka szajka istniała naprawdę i są w nią zamieszani ludzie nie tylko z elit USA, ale i innych krajów. Chodzi oczywiście o sytuację z Listą Epsteina.
Mówiąc krótko: mam wrażenie, że nic tego nie przebije. Ba! Szczegóły są tak straszne, że aż przypominają się oskarżenia z czasów paniki satanistycznej.
Narracja o kosmitach brzmi przy tym nie tylko nierealistycznie, ale i jakoś tak... delikatnie. Naprawdę, mam wrażenie, że ktoś po dowiedzeniu się, że rząd naprawdę ukrywa szaraki, które porywają żywą wołowinę, mrugnąłby i wrócił do tematu akt. Bo cały świat nadal pamięta o tym realnym wydarzeniu i realnej zmowie milczenia!
Hasło "Prawda gdzieś tam jest", okazało się prawdą. Tylko że tak prawda okazała się gorsza niż sobie wyobrażaliśmy.
Do tego dochodzi jeszcze oczywistość pewnych zjawisk stojących na granicy spiskowego myślenia. Tak, jesteśmy ciągle inwigilowani przez technologię. To nie jest ani teoria spiskowa ani nawet coś, co się jakkolwiek ukrywa.
A więc wątek cyfrowej inwigilacji, którego można by oczekiwać od nowocześniejszej wersji Archiwum X, może okazać się taki.. meh!
Naprawdę, okienko na lęki przed cyfrową inwigilacją i sztuczną inteligencją w popkulturze zostało już chyba przeoczone i obecnie żyjemy ze świadomością wszechogarniającej inwigilacji, a także przynajmniej częściową, empiryczną wiedzą, jak działa SI.
Zresztą, to nie jest tak, że w oryginale nie było złej sztucznej inteligencji - jest już w pierwszym sezonie. Ale to były czasy Terminatora, a także czasy, które ostatecznie doprowadziły do powstania Matrixa (1999), a nie czasy prawdziwego AI.
Wtedy baliśmy się rewolty maszyn, dziś boimy się niekompetencji sztucznej inteligencji i niszczenia z jej powodu środowiska.
Nie widzę więc zbytnio pola do popisu, jeśli chciałoby się zrobić Z Archiwum X w dzisiejszych czasach. No, chyba że Mulder i Scully przekazaliby pałeczkę nowym bohaterom, tym samym kontynuując wątki z poprzednich sezonów, ale... To by uczyniło z tego serialu po prostu następne pokolenie.
A uwierzcie, jeśli bym miał dostać następne pokolenie Z Archiwum X, chcę Jacksona/Williama. Tylko że on jest zbyt potężny, żeby się pojawiać częściej! Ba! W całym serialu pojawił się on jako postać (nie jako dziecko lub wizja) tylko w dwóch odcinkach, więc czego można oczekiwać?
Ale ktoś mógłby powiedzieć, że przecież nie muszą aż tak zagłębiać się w politykę i problemy społeczne, nie muszą zagłębiać się w tematy albo już wyświechtane, albo zbyt mroczne. Nie muszą przecież mówić o prawdziwych spiskach, które w ciągu ostatnich miesięcy i lat wyszły na jaw...
Błąd!
Dobra! Może niekoniecznie muszą o tym wspominać w serialu, ale warto by było spojrzeć na to jako kontekst, w którym będzie się dziać historia i w którym widzowie będą to oglądać.
Tym bardziej, że historia będzie dotyczyć spisków. A jeśli nie będzie... Cóż, to już nie będzie Z Archiwum X!
Tak czy inaczej, powątpiewam w to, że ten reboot da radę!
Wszystko ulega entropii. Niektóre rzeczy szybciej
I teraz możemy przejść do bardziej ogólno-popkulturowego segmentu. To, o czym tu mówię, wynika z przemian kulturowych, tego jak zmienił się świat i trendy.
Kultura (tu rozumiem kulturę jako w sumie cały dorobek ludzkości) jest bardzo zmienna. Tym bardziej, że obecnie funkcjonujemy w globalnej wiosce, czy się nam to podoba, czy nie.
Za przykład weźmy serial Teoria wielkiego podrywu, który nie mógłby powstać dziś. Nie chodzi jednak o to, że humor był niepoprawny politycznie, lecz o to, na czym on się skupiał. To był serial o grupie, w sumie, kujonów, całkiem stereotypowych zresztą zainteresowanych superbohaterami, Star Trekiem oraz fizyką. I całkiem sporo było takiego dziwnego spojrzenia na te zainteresowania...
Krótko mówiąc, ten serial ukazuje, jak dziwny jest fandom rzeczy uznawanych za nerdowskie.
I to dziś nie przejdzie. Dziś superbohaterowie są totalnym mainstreamem! Podobnie jak D&D i inne niegdyś typowo kujonowskie rzeczy.
Jeśli interesujesz się komiksami, nie jesteś koniecznie jakimś dziwakiem. Zresztą, sposoby przedstawiania takich postaci, tych kujonów czy geeków, są obecnie zupełnie inne niż te 20 lat temu. Społeczeństwo zaczęło akceptować tych fanów, a nie traktować ich jak jakichś dziwaków.
Teoria wielkiego podrywu nie byłaby w stanie więc powstać w dzisiejszych czasach, jeśli miałaby opowiadać o "tych dziwacznych kujonach, którzy lubią komiksy i dziwne rzeczy"...
Fani komiksów, zarówno tych amerykańskich, japońskich czy frankofońskich (bo bande dessinee to również całkiem spory rynek), nie są wcale wszyscy bandą brzydali, którzy są całkowicie pozbawieni zdolności społecznych i naprawdę nie są w stanie mówić o niczym, tylko komiksach i naukach ścisłych. Teraz jest to oczywiste, więc odczyt tych scen będzie zupełnie inny.
Jak patrzę na cosplaye Flasha w wykonaniu bohaterów (2 klip w filmiku na górze), to nie widzę dziwaków, którzy przebrali się za superbohaterów... Widzę ludzi, którzy kupili tanie kostiumy, których jakość jest mocno poniżej tego, co widuję na konwentach!
Zresztą, być może warto by było zauważyć, że wśród fanów komiksów są również osoby o zainteresowaniach humanistycznych. Fandom tworzą także przecież autorzy, rysownicy, pisarze, osoby tworzące w różnych mediach... Czy tam było cokolwiek o fanficach albo fanartach? Czy były dyskusje o wchodzeniu mangi w strefę fandomu dotychczas zdominowanego przez komiksy Marvela i DC (wiem, że na pewno w instytucjach kultury o trendzie na mangę było, bo miałem w jednej takie praktyki studenckie)?
Na serio, pytam się, bo ten serial znam głównie z klipów w internecie.
Mam wrażenie, że pod koniec istnienia tego serialu (2019), takie przedstawienie fandomu komiksowego było już oficjalnie i otwarcie (w sensie, większość zdaje sobie z niego sprawę) niepoprawne. I myślę, że jeszcze zaczętemu dziełu można takie rzeczy wybaczyć, ale jakby ktoś próbował zrobić ten serial od nowa...
O ja cię! Ten serial musiałby być zupełnie inny. Bo teraz fani komiksu już nijak nie wyglądają jak ci stereotypowi kujoni z serialu.
Teraz (my, ludzie z fandomu) mamy na tyle głosu, żeby się temu otwarcie sprzeciwić, powiedzieć, że takie zachowania nijak nie reprezentują fandomu. A jeśli ktoś chciałby powiedzieć, że nadal są przecież tacy kujoni, to należałoby zwrócić uwagę na to, że są oni zaledwie odłamkiem fandomu, w którym znajdziemy także osoby, które nadawałyby się do modelingu, osoby zajmujące się najróżniejszymi rzeczami. Wiecie, takich cool geeków, których pominięcie wydaje się wielkim błędem.
A więc dzieło oparte na tym, że poniekąd wyśmiewa się fanów komiksów (bo to właśnie się tutaj dzieje), musiałoby się zmienić. I nie byłoby już takie samo! Bo poziom żenady u widzów już w pierwszym odcinku mógłby osiągnąć poziom krytyczny, jeśli nadal chcielibyśmy historię o grupce nerdów lubiących komiksy, która byłaby potraktowana w ten sposób.
Nie mówię, że taka zmiana byłaby zła, ale to nie byłoby już to samo. Nie moglibyśmy się śmiać z tych dziwaków, bo przecież wiemy, jak bardzo takie przedstawienie nie reprezentuje fandomu, a jednocześnie takie rzeczy właśnie były głównym źródłem humoru. Nowsza wersja musiałaby go szukać gdzie indziej.
Myślę, że z historii o fandomie komiksowym, różnorodnym w cały świat i zawierającym zarówno cool geeków, a i takich mniej, mógłby być dobry sitcom. Ale to już nie byłaby Teoria Wielkiego Podrywu.
Bardziej bym to porównał do Community, choć historia o studentach to trochę co innego niż historia o fandomie.
I dokładnie coś takiego sądzę o nowym Z Archiwum X. Prawdopodobnie obecne czasy, to, że ostatnio wyszedł na jaw ukrywany fakt szajki bardzo złych ludzi w elitach światowych, a także to, że zdajemy sobie doskonale sprawę z tego, jak jesteśmy cyfrowo inwigilowani, mogłyby sprawić, że wątek spisku, tak przecież kluczowy dla tego serialu, wyszedłby dość płasko.
A bez tego, choć możliwy byłby dobry jakościowo serial, nie byłoby to Z Archiwum X.
I szczerze mówiąc, część mnie być może wolałaby, żeby to nie było prawdziwe Z Archiwum X, bo te odcinki mitologii mnie nudziły. A biorąc pod uwagę, jak długie są obecne sezony seriali (czytaj: niedługie), to raczej nie oczekiwałbym po serialu na streamingu zbyt wielu odcinków potworów tygodnia.
Ale zawsze może okazać się, że się mylę. W końcu, naprawdę, wszystko o czym tu mówię, to spekulacje oparte na pogłoskach. Jedyne, co wiadomo, to imiona i nazwiska głównych aktorów oraz głównego reżysera. Nie znamy nawet imion głównych postaci, a co dopiero mówić o jakichkolwiek scenach do analizy.
Być może Ryan Coogler poprowadzi to inaczej, a wszyscy, którzy mieli jakiejś obiekcje, okażą się mylić.
Ale do tego zostało jeszcze dużo czasu.
Mam nadzieję, że ten wpis się wam spodobał. Napiszcie komentarz i udostępnijcie tego posta, by mój blog się rozwijał.
Komentarze
Prześlij komentarz