Ohayo! a może Paryż!
Witam w kolejnym wpisie na moim blogu. Tak się jakoś złożyło, że wszystkie wpisy na Wielki Post napisałem w karnawale! XD Ten wpis akurat powinien się pojawić w Wielką Środę, o ile moje kalkulacje się nie mylą i nic innego po drodze nie wpadnie.
A dziś przychodzę z czymś naprawdę ciekawym. Otóż, od jakiegoś czasu zacząłem słyszeć krytykę, że teraz to w ogóle nie ma dobrych narracji, wszystko jest pozbawione wartości itd. No i te nowoczesne, tworzone teraz dzieła są przepełnione szyderstwem i nieznośnym woke...
I tak, można by to zbyć, twierdząc, że to działanie prawicowych krytykantów, dla których obecność postaci LGBTQ+, niekoniecznie szczupłej albo, o zgrozo, nie białej budzi odrazę.
(Osobiście, mam wrażenie, że przegapiłem ten zwrot u niektórych twórców internetowych, w trakcie którego zaczęli oni krytykować wszystko, co mogliby uznać za postępowe. I szkoda, że takie przypadki w ogóle istnieją.)
Problem jest jednak taki, że takie myślenie, nawet jeśli wychodziłoby z ust skrajnej prawicy, nie musi być całkiem pozbawione sensu. Ogólnie, rzadko kiedy jakiekolwiek stwierdzenie, niezależnie kto je wypowiedział, jest całkowicie pozbawione sensu, tym bardziej, jeśli jest długie. A stwierdzenie, że obecna kultura popularna jest bardzo negatywnie nastawiona do wartości, które wydają się odwieczne, co wynika z tak zwanego postępu, jest wystarczająco długie, by móc wydestylować z niego choć odrobinę sensu.
A więc dziś zapraszam was na wywód nietypowo wręcz dla mnie polityczny. Będzie o tym, czemu pewne wartości uznawane za odwieczne są obecnie traktowane z wyraźną nieufnością. I o tym, czy mogą one powrócić bezpiecznie do współczesnej popkultury!
Szykuje się całkiem naukowy wpis, więc... zaczynamy!
Czym są wartości?
Inaczej mówiąc, wartości są elementami systemu kulturowego stojącymi u podstaw etyki danej kultury...
I w tym momencie już należy od razu powiedzieć, że wartości, tak samo jak reszta kultury, nie są stałe. Ciągle się zmieniają, co można dostrzec nawet posiadając podstawowe wykształcenie dotyczące historii kultury (zazwyczaj nauczane na języku polskim, ale też trochę na historii).
- W średniowieczu wartością była pobożność, bliskość z Bogiem i poczucie maluczkości, czego dobrymi przykładami były dzieła o tematyce religijnej, zarówno pieśni (jak Bogurodzica), jak i inne utwory (Boska Komedia).
- W renesansie wartościami humanizmu było człowieczeństwo, co sprawiało, że wiele dzieł było o ludziach, jak utwory Mikołaja Reja czy Jana Kochanowskiego
- W baroku nadszedł kolejny powrót pobożności, jednak już o wiele bardziej wystawnej, ozdobnej. Z jednej strony Europą wstrząsały wojny (wojna trzydziestoletnia, najazdy Turków osmańskich, potop szwedzki itd.), ale z drugiej ludzie (czytaj: ludzie bogaci, głównie szlachta) przeciwstawiali to całe zło, które się wtedy działo, wzniosłości, zarówno Boga, jak i ich dzieł.
To był również okres narodzin sarmatyzmu w Polsce, który można byłoby określić patriotyzmem... albo narcyzmem, jak kto woli. - W oświeceniu z kolei wiara stała się mniej ważna, a zamiast tego główną rolę zaczął pełnić empiryzm. Nauka przynosiła nie tylko metody naukowe, ale i pewne zmiany społeczne, czego zwieńczeniem można uznać prawa człowieka, których deklarację ogłoszono chociażby w trakcie rewolucji francuskiej.
- Romantyzm z kolei był buntem przeciwko racjonalności, okresem emocji, które stały się wartością samą w sobie.
W Polsce był to też okres buntu także ludzi przeciwko zaborcom, a więc i patriotyzmu, który można by było wiązać z wiosną ludów, która miała nadejść niedługo po romantyzmie albo pod jego koniec (w różnych krajach romantyzm trwał różne okresy). - Pozytywizm zaś kierował się ponownie ku edukacji, przede wszystkim pracy u podstaw, a więc chęci polepszania społeczeństwa poprzez pomoc osobom położonym niżej w hierarchii klasowej.
- itd....
To więc obrazuje, że wartości nie są stałe. Można nawet mówić o pewnej wymianie wartości i tym, że poprzednia epoka buduje się na wartościach opozycyjnych względem poprzedniej.
Warto także dodać, że kultura nie jest jednolita na całym globie. Wynikające z konfuncjanizmu kultury Dalekiego Wschodu nawet dziś o wiele wyżej traktują wartość słuchania się starszych, podczas gdy Europejczycy i Euroamerykanie (choć być może Afroamerykanie i inni Amerykanie również) już niekoniecznie.
Ale czy są pewne wartości, które można uznać za wartościowe zawsze, niezależnie od kultury? No, raczej nie. Wartości są bowiem mocno zależne od kultury i wyrastają z kulturowych zjawisk, a ich znaczenie zwiększa się lub zmniejsza wraz z wydarzeniami historycznymi
Z kolei określenie tradycyjne wartości... To odwołuje się do pojęcia tradycji, która może mieć 100 lat, 50 lat albo i 5 lat.
Przypominam, że jeśli tak zwane trad wives mają przedstawiać tradycyjne role płciowe, bomba atomowa jest tradycyjną bronią, bo powstała w latach 40., podczas gdy trad wives czerpią z wizji kobiet z lat 50.
Oczywiście, zazwyczaj jednak ludzie (szczególnie ci na prawicy) wyróżniają pewne wartości, które uznają za całkowicie odwieczne, tradycyjne, niezmienne. Żeby więc nie ucinać rozważań w zarodku, warto się nad nimi zastanowić.
Wartości takie, które objawiają się w fantastyce (według filmu, na który się natknąłem i który był szczytem mojej cierpliwości do tej tematyki) to: - walka dobra ze złem, której strony są łatwo rozpoznawalne
- heroizm
- lojalność w związkach (w stylu Penelopy czekającej na Odyseusza)
Wartości te nie wydają się o tyle ciekawe, że w przeciwieństwie do typowych "wartości tradycyjnych" nie są wprost patriarchalne czy rasistowskie, tak jak dzieje się to chociażby ze stwierdzeniem, że mężczyźni mają pracować, a kobiety zajmować się dziećmi.
A więc wartości te wydają się akceptowalne.
Ale nie do końca! Czemu tak jest?
XX wiek - wiek upadku wartości
Krótka historia: przemiany kulturowe w XX wieku doprowadziły do wyraźnych przemian w tym, jak postrzegamy rzeczywistość.
Oczywiście, nie stało się to już na samym początku tego wieku.
Wydarzeniem, które doprowadziło do zawalanie się wymienionych powyżej wartości była II wojna światowa, w której główną rolę odegrały nazistowskie Niemcy. Naziści nie tylko najechali wiele państw, ale przede wszystkim cechowali się szowinizmem w wielu kategoriach - rasizmem, homofobią, ableizmem itd.
I być może nie byłoby to aż tak znaczące dla mojego wywodu, gdyby nie to, jaką narrację oni tworzyli. Używali bowiem narracji walki dobra (czyli w ich mniemaniu siebie) ze złem (tymi wszystkimi innymi grupami, których nienawidzili).
Co ciekawe, J.R.R. Tolkien, autor prawdopodobnie jednego z najbardziej znanych dzieł z motywem walki sił dobra z siłami zła, co do których nie można mieć wątpliwości, która grupa jest która, przyznał, że taka walka nijak ma się do rzeczywistej wojny. Jak sam twierdził, źli ludzie byli zarówno w armiach Aliantów, jak i Osi.
Co nie zmienia faktu, że do dziś skrajna prawica miewa fascynację Władcą Pierścieni, czego dowodem jest chociażby słynny przypadek tego, jak włoscy faszyści mają się zachwycać dziełami Tolkiena.
Ale to nie koniec, bo II wojna światowa przyniosła również zmiany dotyczące roli kobiet, przynajmniej w Ameryce. Podczas gdy mężczyźni byli wysyłani walczyć, to kobiety przejęły ich obowiązki. Oczywiście, później, w latach 50. wyobrażenie kobiet ponownie powróciło do kur domowych... Ale to było w Ameryce, a w Europie druga fala feminizmu nadeszła już w latach 60., a po niej przyszła trzecia i czwarta, a obecnie chyba trwa nawet piąta.
Efektem tego było to, że teraz mamy ogólnie w miarę równe prawa i walczy się z mniej zauważalnymi nierównościami.
Ale chyba jeszcze większy wpływ na ideologie XX wieku miały efekty II WŚ. Otóż, potężne niegdyś imperia kolonialne, takie jak to brytyjskie czy francuskie, zaczęły się sypać. W czasie wojny bowiem kolonie te były atakowane w Afryce (przez Włochów i Niemców) i Azji (przez Japończyków), co spowodowało utratę władzy europejskich potęg nad nimi.
Zaczęła się dekolonizacja, czasami bardziej a czasami mniej pokojowa.
To też sprawiło, że eurocentryczna wizja świata przestała dominować. Powoli, ale jednak głos zabierały osoby z Azji i Afryki, tacy jak Arjun Appadurai. Ich głosy opowiadały ich narracje, narracje o krzywdach wyrządzonych ich przodkom i im samym przez kolonizatorów.
Z kolei w Ameryce działo się coś podobnego. Ruch Praw Obywatelskich dążył do równouprawnienia osób czarnoskórych, których nawet po zniesieniu niewolnictwa w całym kraju, spotykał rasizm. Ludzie ci, choć teoretycznie stanowiący część Amerykanów, również zaczęli mówić o swoich problemach wynikających z działalności kolonizatorów, którzy nie tylko przewozili ich przodków przez Atlantyk, ale i ich niewolili, a później wyszydzali, segregowali itd.
Takie narracje jeszcze bardziej zaczęły godzić w narrację o walce jasno określonego dobra ze złem... Bo aby ją kontynuować, należałoby założyć, że to Europejczycy, a więc przodkowie współczesnych Europejczyków i Euroamerykanów, byli tymi złymi.
Ale śmierć heroizmu pokazały inne wydarzenia, znów związane z Ameryką. Od połowy lat 50. do połowy lat 70. trwała wojna w Wietnamie, jedna z najsłynniejszych wojen ze względu na swój okropny imidż. Trwały przeciwko niej protesty, w których ważną rolę odgrywała subkultura hipisów, a także wypowiadali się o niej niektórzy przedstawiciele Ruchu Praw Obywatelskich, w tym słynny dr Martin Luther King Jr..
Ostatecznie wojna w Wietnamie do historii przeszła z kilku powodów, zaczynając od zauważenia istnienia PTSD u żołnierzy z niej wracających, poprzez straszliwie okrutne bronie jak napalm. Najbardziej jednak zostanie zapamiętane to, że amerykańscy obywatele przestali widzieć w wojnie okazję do chwały, lecz okropność, którą była zawsze.
Do tego doszły kolejne wojny, takie jak ta w Zatoce Perskiej, wojna z terroryzmem po 11 września i inne. Wszystkie one jeszcze bardziej utwierdzały nie tylko Amerykanów, ale i inne kraje o tym, że wojna nie ma w sobie nic z honoru czy heroizmu.
No i warto zwrócić uwagę także na inne kwestie, takie jak upadek Wielkich Narracji ogłoszony przez Jeana-Francois Lyotarda w Kondycji Ponowoczesnej.
Krótko mówiąc, społeczeństwo uległo mocnym przekształceniom, pod wpływem których zraziło się do tych wartości, bo wie, że świat jest bardziej skomplikowany. Walka dobra ze złem nie jest taka łatwa do przyswojenia, gdy zorientujemy się, że po obu stronach konfliktu są zarówno osoby dobre, jak i złe. Różnica cywilizacyjna również nie stanowi moralnego wyznacznika.
O heroizm w takich sytuacjach również trudno, bo bardzo często nasze wyobrażenia wojny kojarzą się z tragedią - tragedią ludzi zabitych w imię nie wiadomo czego, tragedią młodych ludzi, którzy musieli stać się mordercami i tragedią okropnych przeżyć. A do tego dochodzi jeszcze poczucie wykorzystania, gdyż spośród wszystkich rzeczy wojna chyba najbardziej zmienia ludzi w pionki na mapie. Pionki, które są poświęcane.
Dlatego o wiele częściej spotkamy się raczej z parodiami heroizmu niż prawdziwym heroizmem.
Co do lojalności... Jeśli chodzi o lojalność kobiety w stosunku do przemocowego mężczyzny, jest to oczywiście widziane jako zła lojalność. Kobieta ma prawo w takim wypadku jak najbardziej odejść od takiego mężczyzny. Tym bardziej, że obecnie kobiety mają więcej praw niż w latach 30.
Jeśli zaś chodzi o to, że mężczyzna sobie gdzieś zaginie na nie wiadomo ile, a kobieta ma być mu wierna i lojalna i czeka na niego nie wiadomo ile jak Penelopa... Cóż, bądźmy realistami, można czekać kilka miesięcy albo lat, ale po tym czasie można uznać, że ten ktoś nie żyje.
A w nurcie "bądźmy realistami", warto także dodać, że Penelopa miała także inne powody, by czekać na Odyseusza. Miała syna, którego jej zalotnicy prawdopodobnie by zabili, gdyby któregoś z nich wybrała, więc... Nawet jeśli w grę nie wchodziła nadzieja, że jej mąż wróci, ona musiała zwlekać... A i tak Odyseusz przyszedł w ostatnim momencie.
A jeśli chodzi o Mary Jane i Spider-mana... To zły przypadek, jeśli chodzi o doszukiwanie się "upadku wartości moralnych". Po prostu pisarze komiksowi nie mogą pozwolić, by Peter był szczęśliwy.
Problem tradycyjnych wartości w nowoczesnym świecie
Te przykłady pokazują dokładnie to, co dzieje się z tymi tradycyjnymi wartościami.
W swojej najbardziej podstawowej formie, która jest szeroka i równie zniuansowana co linia prosta, okazują się one polem do tworzenia się zgubnych ideologii, które mogą się pod tymi wartościami ukrywać.
Przykładowo, dla niektórych granica między patriotyzmem a nacjonalizmem jest tak cienka, że nawet nie zauważają, że ją przekroczyli.
To samo dzieje się z innymi wartościami: we wszystkich z nich kryje się potencjał na coś złego, z którego istnienia zdajemy już sobie sprawę. "Walka dobra ze złem" może bowiem stanowić hasło do czystek rasowych, nacjonalizmu albo innych form szowinizmu. Idea heroizmu może z kolei być wykorzystywana, by napędzać machinę wojenną, która zazwyczaj do niczego dobrego nie prowadzi.
Lojalność w związkach jest z kolei czymś innym. Oczywiście, może to mieć wydźwięk "Zostańcie razem aż do śmierci, nawet jeśli jedno miałoby do niej doprowadzić", ale mam wrażenie, że autorowi tego filmiku chodziło raczej o postać biernej kobiety, która czeka na faceta, aż wróci z wojny albo innej wyprawy, i nie ma w tym czasie swoich własnych przeżyć. Nie mówię, że musi ona zdradzić, ale jeśli do tego dojdzie, należy się zastanowić, czemu to się to zdarzyło, nim przyjdzie ostateczny wyrok. Akurat w wypadku Atom Eve (wspomnianej w filmie) jej mąż zaginął na 5 lat, więc zaczęła ponownie układać sobie życie, nie wiedząc, czy Mark w ogóle żyje. Mark wrócił, mieli trudny okres, ale ostatecznie się zeszli. A Kubian, facet, z którym Eve się spotykała, okazał się gnojem, który zasłużył, by dostać od niej w twarz... rękawicą bojową!
Ale to nie miała być odpowiedź do tamtego filmu, więc idźmy dalej.
Ogólnie, te wszystkie tak zwane "tradycyjne wartości" albo "odwieczne wartości" wydają się przestarzałe w dzisiejszych czasach z bardzo łatwego do zrozumienia powodu. Są one jak pojęcia parasole, pod którymi mogą skrywać się problematyczne koncepty.
Jeśli więc ktoś chciałby po prostu powrotu do tych dawnych wartości, co najmniej zaprasza liczne problemy z tym związane.
I dlatego te dawne wartości są często krytykowane, a jednym z najbardziej przystępnych sposobów krytyki jest szyderstwo, parodia. Skoro nie wierzymy już w rycerza na białym koniu, można go przekształcić w żart, w jego parodię, zaprzeczenie.
Zresztą, w ciągu ostatnich lat wychodzą one informacje do dawnych postaciach, które całkowicie zmieniają nasze postrzeganie ich. Bohaterowie narodu mogą okazać się masowymi mordercami, instytucje rzekomo pomagające ludziom wykorzystują ich, a ci sami piewcy równości okazują się bigotami. Nie mówiąc już o aferach osób lubiących dzieci w sposób, w który nie powinno się dzieci lubić... Niektórzy już po prostu nie mogą uwierzyć, że można przedstawiać sobą pewne wartości bez bycia w sekrecie osobą, która moralna wcale nie jest.
I ktoś się dziwi, że trudno uwierzyć nam w wartości, jeśli te wartości są pełne moralnych dziur, a osoby przedstawiane jako piewcy tych wartości okazują się nie być wcale tacy dobrzy.
To nie tyle wartości upadają, lecz nasza wiara w nie. Szczególnie w ich nieokrojonych postaciach.
Aksjologia fantastyczna, czyli kilka słów o fantastycznych wartościach
Fantastyka jest bardzo mocno związana jednak z krzewieniem pewnych wartości. W końcu, niekiedy uznaje się, że prekursorami fantasy były baśnie, które miały wyraźny cel moralizatorski, który miał uczyć dzieci, co jest dobre, a co złe.
 |
autorstwo moje na podstawie książki Trębickiego |
Nic więc dziwnego, że książka Grzegorza Trębickiego nosi nazwę "Świat wartości. Aksjologia fantasy świata wtórnego". Bo fantasy o wiele częściej mówi o wartościach niż dzieje się to z innymi gatunkami. Tu bowiem właśnie czystość serca, szczerość i inne wartości nie są jedynie cechami charakteru, ale także często siłami, które decydują o tym, czy bohaterowi się uda. Bohater fantasy nie jest bowiem jedynie ucieleśnieniem danej wartości czy ideologii, jak to się dzieje z policjantami w kryminałach, ale także kimś, dla kogo te wartości mogą mieć realną moc w świecie.
Trębicki wyróżnił trzy poziomy znaczenia wartości w modelu, który nazwał modelem podstawowym. Jeśli dzieło przejawia któryś z późniejszych poziomów, przejawia sobą także te wcześniejsze, co sprawia, że są dzieła, które mają tylko poziom 1., poziom 1. i 2. albo poziom 1.,2. i 3. Tymi poziomami są:
- Wartości ogólnoludzkie - to, co wynika po prostu z tego, że bohaterowie są w miarę dobrymi ludźmi, wspierają się itd.
- Wzorce i archetypy - reprodukowanie wartości związanych z archetypami.
Często wiąże się z wątkiem questu, który przyjmuje formę podróży bohatera (monomit) albo Bildungsroman (opowieści o dorastaniu). - Wartości metafizyczne - gdy wartości w dziele przyjmują wymiar parareligijny.
Inaczej mówiąc, fantastyka zawsze prezentuje pewne wzorce poprzez sam fakt, że bohaterowie coś robią, zazwyczaj coś dobrego. Czasami jednak wyruszają w podróż, która pozwala na reprodukowanie pewnych archetypicznych wzorców i związanych z nimi wartości.
No a czasami światem rządzi bóstwo, które sprawia, że fantasy ma wymiar parareligijny.
Tylko że to nie jest tak, że każde dzieło podchodzi do tych wartości w ten sam sposób, nawet jeśli siedzi na tym samym poziomie. Co więcej, w zależności od gatunku dzieła oraz nawet samej specyfiki kulturowo-społecznych korzenia autora, wartości będą przybierać inne formy i przede wszystkim będą inne.
Romantasy to na dobrą sprawę romans, który dzieje się w świecie fantasy, więc w takich dziełach będzie widoczne przeważenie wartości typowych dla romansu. Co innego znajdziemy w dark fantasy, mrocznym, brutalnym i czasami cynicznym, a jeszcze co innego w pięknym, wysoko magicznym high fantasy!
Co innego będzie uznawać za wartościowe ktoś wychowany w europejskiej lub euroamerykańskiej kulturze, a co innego będzie ważne dla kogoś wywodzącego się z Afryki, Azji czy kultury Rdzennych Amerykanów lub Aborygenów. No i są jeszcze inne warunki, które wpływają na to, jak widzimy pewne wartości: status ekonomiczny w różnych momentach życia, przynależność do pewnych subkultur albo mniejszości i wiele innych.
TLRD: Ludzie są różni i mają różne wartości!
Czy tradycyjne wartości mają szansę?
Jeśli mówiąc "tradycyjne" mamy na myśli "niezmienne", to nie! Nic, co jest całkowicie niezmienne, nie przejdzie, gdy czasy się zmieniają!
Jak mówiłem, te wartości bardzo często mają potencjał do bycia wykorzystywanymi w złych celach, przez co ludzie tracą w nie wiarę. Żeby więc przetrwać, te wartości muszą ulec zmianie w oczach ludzi.
Bo to nie było tak, że te wartości nie zmieniały się do XX wieku. Inny był heroizm w antycznej Grecji, gdy herosami byli śmiałkowie, którzy pokonywali jakieś bestie dzięki byciu tak wspaniałymi, a inny w średniowieczu, gdy doszedł element pobożności jako tego, co pozwalało dokonywać heroicznych czynów. Zresztą, inną formą średniowiecznego heroizmu było bycie oddanym poddanym. Heroizm polskiego romantyzmu to z kolei buntownik, który wznieca powstania, podczas gdy za heroizm w XX-wiecznym USA można by uznać działania różnych działaczy społecznych jak Rosa Park. A więc raz heroizm był działaniem jednostki, a raz działaniem związanym z grupą. Raz był przeciw normom, a raz im pomagał.
A więc po prostu należy znaleźć takie wersje tych tradycyjnych wartości, żeby przestały śmierdzieć mumią i żeby wpasowały się we współczesność. A to wymaga po prostu wyznaczenia granic, pewnych niuansów.
Zacznijmy może od tego, co wydaje się najbardziej pozytywne, czyli lojalności. Lojalność w stosunku do partnera jest czymś zrozumiale pozytywnym, lecz nie powinna oznaczać ona, że jedna strona (zazwyczaj kobieta) ma pozostawać bierną, gdyż wierną. Przyznajmy się, postać dziewczyny, do której bohater wraca po przygodzie i którą widzimy może kilkukrotnie na początku i końcu dzieła, to nie postać, tylko element tła.
Oczywiście, najlepszym sposobem byłoby zabranie dziewczyny razem na wyprawę, by mogła ona dosłownie zawsze stać obok swojego faceta. To znaczy, sprawienie przez autora, żeby dziewczyna wykradła się i poszła za facetem, a nie żeby on ją zabrał niczym zwierzątko emocjonalnego wsparcia. Choć właśnie wyobrażam sobie, że bohater bierze swoją żonę/narzeczoną/dziewczynę pod pachę i mówi "Chodź, idziemy do Mordoru". Prawdopodobnie lepiej to wygląda w mojej głowie (a już na pewno bardziej memicznie), niż by wyszło na kartach książki albo w filmie, ale to nadal pokazanie jakiejś dynamiki w związku!
Ale jeśli dziewczyna nie przytuła się razem z bohaterem na przygodę (ani nie została pochwycona i później dołączy albo coś w tym stylu), być może dobrze by było zaznaczyć, co znaczy ta rozłąka. Bo, mam wrażenie, że rzadko kiedy bierze się pod uwagę to, jak taka rozłąka wpłynęłaby na związek. A nie ma mowy, żeby nie wpłynęła!
Z kolei heroizm... Heroizm jest chyba najbardziej elastyczną wartością, bo za takowy można uznać wszystko. Bohaterska może być zarówno walka z niesprawiedliwością społeczną, jak i rzucenie się komuś na pomoc. Łatwiej niż zdefiniować heroizm, którego określenie wydaje się czymś bardzo subiektywnym, jest zdefiniować, czym heroizm nie jest.
I tu można pokazać i skrytykować heroizm, który nie jest warty pochwał: dążenie do chwały, które zostaje wykorzystane w machinie wojennej; arogancja rzekomych obrońców; brawura, która wygrywa ze zdrowym rozsądkiem, i wiele innych efektów źle pojętego heroizmu, który uderza do głowy.
Bo świat czasami potrzebuje bohaterów, ale warto zaznaczyć, którędy nie wiedzie droga bohatera. I tego najlepszym przykładem są chyba komiksy o Kapitanie Ameryce (paradoksalnie, bardzo krytyczne względem rządu), film Czas Apokalipsy Copolli czy Igrzyska śmierci Collins.
Walka dobra ze złem jest z kolei najmniej realistyczną wartością, gdyż może przybrać ona formę jedynie w sferze fantastyki albo religii. Nie ma bowiem w rzeczywistości armii dobra i armii zła, jak to było u Tolkiena. Są ludzie, dobrzy i źli, i to w różnych stopniach. Każdy ma w sobie cechy dobre i złe, ale to, co decyduje, czy dana osoba jest naprawdę zła, to jej wybory i działania.
Ale jak w takim razie zachować ten wątek walki dobra ze złem, jeśli jest on tak nierealistyczny?
Pierwsza odpowiedź jest w popkulturze już od prawie 72 lat. Tolkien nie stworzył armii samych dobrych bohaterów i armii samych złych. Mamy Boromira i jego ojca, Denethora, którzy chcieli Pierścień, by móc zyskać przewagę nad Sauronem. Mamy również Sarumana, który zdradził Białą Radę, ale i planował zdradzić także i Saurona. Mamy Golluma, który tak naprawdę nie stał po żadnej ze stron. Mało jednak kto pamięta te drobne niuanse w dziele Tolkiena. Ale gdyby zrobić coś podobnego z większym naciskiem na na te jednak moralnie niejednoznaczne postaci, które w ten czy inny sposób poddają się siłom zła. Albo odrzucają ja na rzecz dobra, co do pewnego stopnia działo się w przypadku Theodena, którego od podszeptów zła uratował Gandalf.
Ale można to zrobić także na inne sposoby.
Przede wszystkim, walka dobra ze złem na poziomie świata (armia dobra vs. armia zła) może być fabułą główną. Jednak to, że jakaś grupa będzie uznana ogólnie za siły dobra, nie oznacza, że nie ma w sobie ani grama złych ludzi. Wewnątrz niej może szerzyć się korupcja albo inne zjawiska określane jako złe, jednak nie powinno to być stanem, który pozostanie.
O ile bowiem bitwa między armią przymierza różnych dobrych ludów a armią demonów będzie wizualnie ciekawa, nie niesie to za sobą takiego typu nadziei jak pokazanie wygranej dobra nad korupcją i innego rodzaju formami zła w rzekomo dobrej organizacji. Takie zjawisko nie tylko mówi realistyczne "Nawet najlepsze organizacje mogą ulec korupcji", ale także wyraża pokrzepiające twierdzenie, że zepsuty system można naprawić. A to jest chyba nadzieja, która jest potrzebna w dzisiejszych czasach, bo poczucie, że otaczają nas systemy, które w najlepszym wypadku nie działają jak powinny, a w gorszym działają celowo na szkodę ludzi, robi się coraz częstsze.
Albo, żeby nie wchodzić w korupcję, ale wciąż odciąć się od tego, jak w zły sposób zostaje używana taka narracja, można wprost się odnieść do takich rzeczy. Pokażmy różnicę między walką ze złem a złem udającym tą walkę, jakim jest faszyzm. Bo akurat faszyzm mocno wykorzystuje takie narracje.
Inaczej mówiąc, tradycyjne wartości pozostaną tylko zakurzoną tradycją, jeśli będziemy o nich myśleć jako tych samych wartościach, które istniały 20, 50, 100, 200 lat temu. Bo wartości są częścią kultury, a ona zmienia się zawsze, dostosowuje się do zdarzeń, które dzieją się obecnie, ale i tych, które się już wydarzyły jakiś czas temu, a ich echo rozbrzmiewa do dziś.
Należy się zastanowić, jak wpasować te wartości w nowoczesny świat, obecne warunki itd. Które rzeczy są nadal aktualne, a które stanowią pole do nadużyć?
A więc czy mamy do czynienia z kryzysem wartości? Raczej nie, po prostu musimy je przebudować, gdy czasy się zmieniają. Bo jeśli w latach dwudziestych XXI wieku mówi się o wartościach z lat 50. XX wieku, to ma się wręcz ochotę zrobić wyliczankę w stylu "We didn't start fire" zawierającą wszystkie ważne wydarzenia, które miały miejsce od tych czasów do dziś, a które kompletnie zmieniły to, jak widzimy rzeczywistość.
Nie ma więc wartości kompletnie niezmiennych. Są tylko te, które miały w sobie coś, co pozostawało aktualne w różnych momentach historii, nawet jeśli większość tych wartości ulegało przemianom.
Czy przychodzą wam do głów jakieś inne przykłady takich wartości, które ulegają albo powinny ulec przemianie? Napiszcie w komentarzu.
Mam nadzieję, że ten wpis się wam spodobał.
Do przeczytania!
Komentarze
Prześlij komentarz