Czy to nadal jest fantasy? - Drama z romantasy!
Ohayo! a może Prythian!
Witam w kolejnym wpisie na moim blogu.
Jakiś czas temu furorę w internecie zaczął robić nowy gatunek... To znaczy, w miarę nowy, taki, który wykrystalizował się stosunkowo niedawno (około dekady). Chodzi oczywiście o romantasy, dla niektórych zakałę internetu i ujmę na honorze fantasy, a dla innych ulubiony gatunek.
Osobiście... czytałem nie jedną serię romantasy! Co najmniej dwie (ACOTAR i Królestwo Mostu; pierwszego tomu Fourth Wing nie dokończyłem)!
I zamierzam dziś wytłumaczyć, czemu ten gatunek budzi tyle wątpliwości.
A więc zaczynajmy!
Romantasy, czyli co?
Nazwa romantasy to portmanteau gatunków, które się na niego składają. Jest to romans i fantasy. Przy czym nie każde połączenie romansu i fantasy jest romantasy.
Romans może bowiem występować jako wątek w niemal każdym gatunku, zarówno fantasy, jak i kryminale, obyczajówce, horrorze czy czymkolwiek innym. Romans jako wątek znajdziemy w wielu dziełach fantasy...
No, ale to, że romans występuje w fantasy, nie czyni dzieła od razu romantasy.
Romantasy to romans połączony z fantastyką świata wtórnego. Jego odpowiednikiem w świecie prymarnym/pierwotnym byłby romans paranormalny.
I ta kolejność jest bardzo ważna, bo... romantasy to przede wszystkim romans i podlega przede wszystkim zasadom typowym dla romansu. Te zasady to:
- romantyczna relacja bohaterów jako główny wątek dzieła
- zakończenie typu "i żyli długo i szczęśliwie" (happilly ever after) albo "i żyli szczęśliwie, na razie" (happy for now), czyli ogólne szczęśliwe zakończenie
Z kolei elementy typowe dla fantasy są tu bardziej drugorzędne.
Feyra nie ma za zadanie uratować całego Prythianu przed wpływem Amaranthy. Nie, ona żyje w błogiej nieświadomości o istnieniu Amaranthy przez większość książki (albo co najmniej połowę), a konfrontacja z nią wynika po prostu z chęci uratowania Tamlina.
Podobnie można by było powiedzieć o drugim tomie, gdzie w tle toczy się walka o wpływy z Hybernią (a może Hybernem?, nie pamiętam!), jednakże to relacja Feyry i Rhysanda jest tym, na czym się skupiamy przez całą książkę.
Podobnie można zresztą spojrzeć na romans paranormalny, jakim jest Zmierzch, w którym to relacja Edwarda i Belli jest tym, co nas najbardziej interesuje, a wydarzenia ze świata wampirów są jakby w tle. Zresztą, poważniejsze sprawy ze świata wampirów zaczynają się gdzieś w 3/4 książki, bo wcześniej wszystko można sprowadzić do "Edzio zachowuje się dziwnie".
To zaś można zkontranstować z Darami Anioła, gdzie w pierwszym tomie głównym wątkiem jest zniknięcie mamy Clary, co z kolei prowadzi dziewczynę w stronę Nocnych Łowców. W tym Jace'a. Jednak relacja Clary z Jacem, choć dla dzieła ważna, nie jest tym, co popycha fabułę do przodu.
Oczywiście, ktoś by pewnie mógł powiedzieć, że relacja Xadena i Violet nie jest aż tak ważna dla Fourth Wing, a zamiast tego główną rolę wiedzie tu fakt, że dziewczyna trafiła do akademii jeźdźców smoków, gdzie przetrwanie jest czymś dość trudnym (w wielkim uproszczeniu)... Pozwólcie, że się nie będę wypowiadać, bo nie dokończyłem tej książki.
Choć ten przypadek może pokazywać także, że granice są dość plastyczne.
Poza tym warto zauważyć, że romantasy słynie z całkiem wysokiej pikantności. Mianowicie, chodzi o dość wizualne ukazanie scen seksu, które przyczyniło się do żartobliwej nazwy tego gatunku jako "wróżkowe porno".
I... Dajcie ludziom spokój! Pozwólcie ludziom cieszyć się fantazjami.
Ale to sprowadza nas do innej kwestii
Trzy romanse, z czego tylko jeden jest romansem
Słowo romans jest związanie z Rzymem. Otóż, francuski jest językiem romańskim, a do tego wiele książek pisano właśnie po francusku, przez co słowo na powieść w wielu językach (francuskim, niemieckim, a nawet częściowo w polskim) brzmi "roman"/"Roman". Dobrym tego przykładem jest niemieckojęzyczne Bildungsroman, czyli opowieść o dorastaniu.
Przez wiele stuleci słowo romans było po prostu synonimem opowieści. Można by nawet dodać, że romanse takie były formą fikcji, która rekompensowała nudne życie czytelnika
Warto o tym wspomnieć, gdyż Brian Attebery w swej książce Stories about stories wyróżnił (na stronie 99) trzy rodzaje romansów, trzy rodzaje opowieści, które mają za zadanie spełniać pewne marzenia i pragnienia czytelnika:
- pragnienie erotycznej satysfakcji z idealnym partnerem ("the disire for erotic satisfaction with perfect mate")
- pragnienie dokonywania wielkich czynów w egzotycznych miejscach ("the desire to perform great deeds in exotic places")
- pragnienie do zmiany swej tożsamości na bardziej interesującą i ważniejszą wersją siebie ("the desire to exchange one's identity for a more interesting and important version of the self")
W ten sposób można mówić, że romanse realizują pragnienia odbiorców (no i pewnie także samych autorów). W tym te najdziksze.
I, oczywiście, w dzisiejszych czasach możemy już o wiele luźniej mówić o swoich fantazjach seksualnych i o tym, o czym kto marzy, co skutkuje całkiem szerokim przekrojem romansów. Mamy zarówno romanse tak niewinne, że byle pocałunek na końcu książki będzie szaleństwem, jak i takie przedstawiające seks wręcz fizjologicznie niemożliwy (np.: wątek teratofilii, gdzie postać uprawia seks z potworem/potworami, a rozmiary przynajmniej części z nich nie sugerują, że nie są obdarzone przez naturę).
Niektórzy szukają dzieł ze słodką historią miłosną, a inni chcą przeczytać historię, w której facet w końcu wie, do czego służy łechtaczka! Albo gdzie ona jest!
I wiele popularnych dzieł romantasy celuje raczej do osób, które lubią ostrzejsze sceny, erotykę itd.
Problem złych wzorców
Z tym wszystkim wiąże się problem nierealistycznych przedstawień mężczyzn, którzy są czasami wyidealizowani wręcz do bólu. Piękni, atletyczni, wyglądający jak modele, dobrze obdarzeni przez naturę, do tego czuli, dobroduszni... No i wytrzymują okrągłe godziny w trakcie łóżkowych igraszek. Normalni faceci mogą z tym rywalizować tylko, jeśli dadzą się ugryźć wałęsakowi brazylijskiemu, być może jeszcze radioaktywnemu! Choć równie dobrze może to być recepta na Spider-mana!
To wszystko można sprowadzić do tej podstawowej zasady romansu: spełniania pragnienia przeżycia satysfakcji erotycznej z idealnym partnerem. Ci wyidealizowani mężczyźni są takimi idealnymi partnerami, przynajmniej w teorii.
I nikomu nie dzieje się krzywda, póki czytelnicy (zazwyczaj czytelniczki) umieją rozróżniać fikcję od rzeczywistości. I... tak, umieją rozróżniać!
Wiele kobiet, będących grupą docelową romansów, zdaje sobie sprawę z tego, że mężczyźni w prawdziwym świecie nie są tak idealni jak postaci książkowe i że tacy być nie mogą. Bycie z księciem odległego kraju, multimilionerem, modelem czy jakimkolwiek wyidealizowanym facetem jest fantazją, taką samą jak walka ze smokiem, podróż do innej galaktyki czy znalezienie pracy po studiach w dzisiejszej ekonomii. Twierdzenie, że dzieło jest złe, bo faceci nie są tacy jak w rzeczywistości, można łatwo przyrównać do skarżenia się na fantasy, bo smoki nie istnieją!
Póki czytelnik jest w stanie odróżnić rzeczywistość od fikcji, jest to zwykła fantazja!
Oczywiście, nie zmienia to faktu, że nie każdy widzi idealnego partnera w ten sam sposób. Dla niektórych będzie to przystojny shadow daddy, a dla kogoś drwal z brodą i owłosieniem niedźwiedzia albo nerd w okularach. A więc wygląd takiego faceta będzie się różnił w zależności od tego, kogo się spyta.
Można co prawda powiedzieć, że pewne wizerunki nie są zbyt dobrze reprezentowane, ale... nadal można je ukazać jako wartościowe w romansie.
Ja osobiście czuję się najlepiej w romansach, w których mogę się jakoś utożsamić z męskim bohaterem. Może niekoniecznie fizycznie, ale przede wszystkim w podejściu do życia.
Co jednak nie oznacza, że nie można tego wszystkiego krytykować, szczególnie jeśli chodzi o zachowanie takich facetów.
Jeśli bowiem główny bohater dopuszcza się gwałtu na przypadkowo spotkanej kobiecie (Massimo), jest przemocowy albo stalkuje swoją wybrankę (Edward Cullen), mamy prawo skrytykować takie zachowanie. Ale to już nie jest mówienie o gustach, ale krytyka toksycznych zachowań.
Zresztą, toksyczne zachowania są często spotykane w różnego rodzaju dziełach, czasami będąc krytykowane a czasami romantyzowane. I nie ukrywajmy, popularność romantasy sprawia, że całkiem sporo z tych toksycznych zachowań wypływa na wierzch.
Czy więc romantasy jest złe?
No, nie!
Romantasy jest gatunkiem, który jest pod wieloma względami czymś zupełnie innym niż większość fantasy, z którą mamy do czynienia na ogół. Jest to przede wszystkim romans, gatunek skupiony na spełnianiu marzeń o idealnym partnerze, związku z nim i wszystkim tym, co ten związek może w sobie zawierać.
Problematycznym może wydawać się fakt, jak niektórzy autorzy daleko wybiegli z zawartymi w swoich dziełach fantazjami. Podobnież to, co się odwala w ACOTARze, jest delikatne w porównaniu z tym, co dzieje się w innych dziełach romantasy.
Wyjście jest jednak stosunkowo proste. Jeśli jako czytelnicy nie jesteśmy fanami dzieł z takim poziomem pikanterii, po prostu nie zabierajmy się za nie.
Choć oczywiście zawsze może istnieć niebezpieczeństwo, że na rynku będzie tylko bardzo pikantne romantasy, co może wynikać z ciągłej pogoni za coraz to mocniejszymi scenami seksu itd... Wtedy najlepiej by było samemu coś napisać i wypromować się na tym, że to nie jest aż tak pikantne. Myślę, że to by mogło być nawet całkiem dobrych chwytem marketingowym. Uwierzcie, przeglądając internet natknąłem się na całkiem sporo przykładów czystego (clean) romansu, który jest reklamowany jako ten czysty romans/romantasy, więc ta strategia nie jest moim wymysłem.
No i oczywiście, jeśli postać męska jest creepem, bucem i osobistością toksyczną, zasługuje na słowa krytyki.
Chociaż popularność takich niekoniecznie moralnie dobrych męskich postaci i tak można usprawiedliwić efektem aureoli (bo są piękni) i tym, że czytelnik (albo raczej czytelniczka) nie musi mieć do czynienia z nimi na co dzień. To jak romans z kimś, ale bez żadnych konsekwencji, zdrady itd, tak samo jak horror jest jak znalezienie się w niebezpieczeństwie, ale bez niebezpieczeństwa. To czysty dreszczyk emocji, po którym można wrócić do codzienności.
Zresztą, ja tu tylko tłumaczę najbardziej drastyczne przykłady, a nie każdy facet w romansie czy nawet w romantasy wymaga takiej krytyki. Są nawet tacy, którzy nie są wcale aż tak bardzo dominujący, a być może istnieją także przykłady cozy romantasy, gdzie ci faceci są naprawdę słodkimi, choć niekoniecznie całkowicie małymi bułeczkami cynamonowymi.
Poza tym, romans (heteroseksualny, warto dodać, bo choć trochę pomijam tu romanse LGBTQ+, one nadal istnieją) jest moim zdaniem całkiem ciekawym polem do eksperymentowania z rolami płciowymi. Bo jeśli mamy związek mężczyzny i kobiety, możemy wspaniale się bawić tym, jak ich relacja czerpie z kulturowych zasad płci, których ta dwójka ulega albo którym się przeciwstawia. Jeśli mamy na przykład relację taką jak Kim Kolwiek i Ross Rabiaka (wiem, nie romantasy, ale i tak od jakiegoś czasu skakałem w tym wpisie po innych gatunkach), gdzie dziewczyna jest mega przebojowa i zdolna, a chłopak... no, niekoniecznie, aż prosi się o głębsze spojrzenie na ich dynamikę.
Więc naprawdę jest potencjał! I dlatego nie zgodziłbym się z tym, że romans "propatriarchalny relikt" (Olkusz, 109).
A w romantasy, gdzie bohaterka zazwyczaj w pewnym momencie musi stać się wojowniczką, asasynką czy inną badassuwą, jest jeszcze większą okazją do zbadania takich relacji. A więc tym bardziej nie powinno się umniejszać temu gatunkowi.
Czy romantasy to nadal fantasy?
Na koniec czas odpowiedzieć na pytanie w tytule. Czy romantasy to nadal fantasy?
Odpowiedź: tak, tak samo jak fantastyka historyczna nadal jest fikcją historyczną, a horror kosmiczny (a'la Obcy) jest nadal science fiction. Choć zazwyczaj patrzymy na to jako na romans i pod względem romansu ten gatunek krytykujemy, to jest nadal fantasy. Racja, często wątek fantastyczny nie jest całkowicie na pierwszym planie (tak gdzieś na drugim, ale blisko powierzchni), ale nadal pozostają pewne światotwórcze elementy, a także wątki typowe dla fantasy.
A więc, tak, to jest fantasy. Inne niż Władca Pierścieni, ale nadal fantasy. I jako fantasy może być też krytykowane (np.: koszmarne światotwórstwo w Fourth Wing).
Mam nadzieję, że ten wpis się wam spodobał.
Przyznaję się, że w pewnym momencie się chyba zagmatwałem, ale mam nadzieję, że tego nie będzie zbytnio widać.
Skomentujcie i udostępnijcie tego posta, by mój blog się rozwijał.
Do przeczytania!



Komentarze
Prześlij komentarz