Film tak śmieszny, że aż Straszny. - Recenzja "Strasznego Filmu" (6)

 Ohayo! a może Woodville!

Witam w kolejnej recenzji na moim blogu. W tym tygodniu obejrzałem film, który chciałem obejrzeć od momentu, gdy zobaczyłem pierwszy zwiastun. Jestem bowiem fanem gatunku filmowego, który był nazywany przez mojego wykładowcę od telewizji "movie movies". Są to bowiem parodie skupiające się zazwyczaj na pewnej konwencji gatunkowej, jak horror, film superbohaterski (Superhero, reż. C. Mazin 2007) czy filmy katastroficzne (Totalny Kataklizm, reż. J. Friedberg, A. Saltzer 2008).

Mój wykładowca twierdził, że są to filmy raczej słabe. Ale o gustach się nie dyskutuje. Szczególnie o moich, bo są bardzo słabe i to, co inni wyśmiewają jako słabe filmy (jak Ostatni rejs Demeter...), ja lubię!


I dlatego bardzo czekałem na szóstą odsłonę Strasznego Filmu, którego jest to recenzja.

Zapraszam!

Straszny film - filmowy film z długą tradycją

Jak mówiłem, było całkiem sporo movie movies. Mieliśmy parodie, które bardziej skupiały się na konkretnym gatunku, jak i takie parodiujące konkretne filmy (Poznaj moich Spartan, Wielkie Kino, Wampiry i Świry...).
Te filmy jednak były w dużej mierze dziełami pojedynczymi. Choć bowiem filmy z gatunków, które można byłoby parodiować, nadal powstawały, tylko Straszny film pozostał tym, który miał więcej niż jeden film w swojej serii.
I to nie jest tak, że chodzi jedynie o horror, bo w tym samym roku, w którym pojawił się Straszny film, powstało również Piszcz, jeśli wiesz, co zrobiłem w ostatni piątek trzynastego. Te dzieła były naprawdę do siebie podobne, zaczynając od głównego dzieła, które parodiowały - Krzyku z 1996 roku, który sam w sobie pastiszem horroru.
A jednak to Straszny film dostał 5 odsłon między 2000 i 2013 rokiem.
I może najpierw trochę opowiem o tych wcześniejszych częściach.

Jak mówiłem, pierwszy Straszny film był głównie parodią Krzyku. Grupka nastolatków jest atakowana przez typa w czarnym stroju i w białej masce. Wśród nich są Cindy Campbell (Anna Faris), Greg Phillippe (Lochlyn Munroe), Buffy Gillmore (Shannon Elizabeth), Brenda Meeks (Regina Hall), Bobby Prinze (John Abrahams), Ray Willkins (Shawn Wayans) i Shorty Meeks (Marlon Wayans). Jest także szeryf Doofy Gillmore (Dave Sherridan) czy dziennikarka Gail Hailstorm (Cheri Oteri).
I, podobnie jak to się dzieje w Krzyku, większość z nich ginie... I podobnie jak w Krzyku, dwójka z nich okazuje się mordercą! Przy czym w międzyczasie jest dużo różnych parodii i innych śmiesznych scen, jak chociażby walka Cindy z Ghostfacem, w której dzieją się sceny jak z Matrixa, albo też scena pościgu po schodach, gdzie Cindy zrzuca na ścigającego ją mordercę co popadnie. A popadły akurat między innymi babcia i pianino!


Druga część z kolei stanowi parodię filmów o nawiedzonych domach. Powracają Cindy, Brenda (nawet jeśli ją zasztyletowano w pierwszym filmie), Ray i Shorty. Dochodzą jeszcze kolejne postaci, ale nie są one aż tak ważne.
Komedia jest to nawet dobrawa, choć zdecydowanie gorsza od pierwszej części. Niemniej, nie można zarzucić braku pomysłów:
  • marihuana, które chce wypalić Shorty'ego jako blanta (parodia drzewa z Poltergeista)
  • szalony kot z tulipanem (takim tulipanem z butelki)
  • scena pościgu szkieletu za Cindy
  • i wiele innych.
Przy czym oczywiście to jest moim zdaniem najgorsza część.

Straszny film 3 z kolei jest moją ulubioną częścią. Jest to w równym stopniu parodia Kręgu Verbinskiego, jak i Znaków Shyamalana. Główny wątek opiera się na tym, że Cindy i jej siostrzeniec (nie przejmujcie się chronologią, genealogią ani tym, czy Brenda powinna żyć) oglądają przez przypadek przeklętą kasetę, po której umiera się po 7 dniach. A dowodem na to jest Brenda, która przed śmiercią toczy epicką bitwę z Tabithą (odpowiednikiem Sadako Yumamury/Samary Morgan). Do tego dochodzi jeszcze wątek Wyroczni wzięty z Matrixa, szósty zmysł Cody'ego i mnóstwo innych parodii.

A więc widać, czemu trójka jest moją ulubioną!

Czwarta część jest z kolei mocno skupiona na parodiowaniu Wojny światów, choć ważna pozostaje również Piła. Cindy wprowadza się do nawiedzonego domu, by pomagać starszej pani, która nie kontaktuje ze światem, gdy zaczyna się inwazja obcych, przez co Cindy i jej sąsiedzi (rodzina Ryanów) muszą uciekać.
Po drodze odnajdują Brendę (całą, zdrową i w ogóle), trafiają do tajemniczej osady (Osada Shyamalana z 2004)... Och! I jest jeszcze scena inspirowana Klątwą Ju-on!

Czwarta część nie jest moim ulubieńcem, ale ma swoje śmieszne momenty, a o to chyba chodzi w komedii!

Piąta część jest niezwykła, bo nie ma tu Cindy. Zamiast niej, pojawia się całkowicie nowa grupa bohaterów, Jody i Dan Sandersowie, która adoptuje trójkę dzieci brata Dana. Jest to oczywiście parodia Mamy Muschietti'ego, choć równie ważne są także Paranormal Activity oraz Czarny łabędź.
Film traci trochę na braku Cindy i Brendy, choć nadal bywa śmiesznie

Szósta część

Przejdźmy jednak wreszcie do omawianego filmu. Straszny film, zwany także Strasznym filmem 6, tak samo jak Krzyk z 2022 bywa nazywany Krzykiem 5, bo to piąta część, jest rebootquelem serii. To znaczy, jest próbą jednoczesnego zrobienia reebootu i sequela.
I w sumie, skupia się bardzo na takich rebooquelach jak Krzyk (2022) i Krzyk 6, a także Halloween (2018).

Historia zaczyna się od tego, że Tuesday zostaje zaatakowana przez Ghostface'a, więc jej siostra, Sara, musi wrócić do rodzinnego miasta. I przy okazji odwiedza swoją matkę, Cindy! Tak, Cindy powraca. Jak się okazało ona i Bobby mieli dzieci, co trochę budzi zdziwienie z powodu chronologii i tego, że Bobby chyba powinien nie żyć... No, ale Brenda powinna nie żyć już dwukrotnie, a i tak była.
I tu też jest! Brenda wzięła ślub z Rayem i mają bliźniaki, które są w tej samej klasie co Tuesday. I teraz jest cool mamą.
Do tego dochodzi także i Shorty, który jak zawsze jest pod wpływem marihuany. No i od 24 lat jest uczniem ostatniej klasy liceum... Co jest trochę dziwne, biorąc pod uwagę, że w drugiej części był chyba w college'u... Jak mówiłem, chronologia i to, czy ktoś powinien nie żyć, nie powinno nas w tej serii interesować.
A więc powraca stara paczka. Powraca nawet Greg, który teraz jest szeryfem i ma transpłciowego syna. Jest też Gail i Dooffy. Jedynie Buffy gdzieś zniknęła!

Ale są też nowe postaci, jak córki Cindy: Sara i Tuesday, dzieci Brendy i Raya: Brad i Dei, a także syn Grega, Jess, dziewczyna Brada, Elle, oraz chłopak Sary, "który na pewno nie będzie mordercą", Jack.
Przy czym nie powinno to nikogo zdziwić, że co najmniej Dei umiera. To bowiem ta dziewczyna... przepraszam, osoba niebinarna, która zostaje zadźgana w metrze. Zresztą, podobnie jak jej matka w kinie w pierwszym filmie.
Chwila... Dei... D.E.I. Diversity, Equity, Inclusion... Całkiem dobre imię dla postaci, która miała być tak bardzo woke!

Czy to jest śmieszne?

Tak, to jest śmieszne. Możemy tu znaleźć mnóstwo śmiesznych parodii, zaczynając od oczywiście Krzyków, ale także:
  • Halloween (2018) - Cindy jako szalona matka czekająca na okazję, by zabić Ghostface'a, podobnie jak Laurie Strode czekająca by zabić Michaela
  • Wednesday - Tuesday
  • Oszukać przeznaczenie - różne katastrofy w tle
  • Terrifier
  • Meg4n
  • Zniknięcia
  • Ma
  • Grzesznicy
  • Uciekaj!
  • Substancja
  • Ballerina. Z uniwersum Johna Wicka
  • K-Popowe łowczynie demonów
  • Uśmiechnij się
Sama ta różnorodność komedii powinna być śmieszna.
Do tego dochodzą także śmieszne sceny związane bezpośrednio z lore Strasznego filmu... I, w umie, czuję się, że pod względem nawiązań, jest to film idealny dla mnie, gdyż jestem w stanie zrozumieć zarówno te nowsze nawiązania, jak i to, co wynika z poprzednich Strasznych filmów.
Choć nie wszystkie żarty są takie dobre
Na przykład scena, w której Ray w kościele mówi, że już nie jest gejem... Aż chciałem błagać, żeby odebrali mu ten mikrofon, bo zaraz naprawdę spróbowałby wziąć ten mikrofon do ust. Albo i gorzej!
Również animowana scena inspirowana K-popowymi łowczyniami demonów nie przypadła mi do gustu. Ogólnie, wszystkie żarty z marihuany jakoś nie były śmieszne.
No i Doofy! Śliniący się Doofy! Na jego widok (albo raczej jego obślinienia) aż żołądek się wykręca. Czy naprawdę ktoś myślał, że to jest śmieszne?

Ale tak ogólnie, cała reszta była całkiem dobra. Nie wszystko jest wybitne, ale większość wystarcza, by się zaśmiać.
Były żarty ze wszystkich, prawicy, lewicy, czarnych, białych, starych i młodych. Było śmianie się z Trumpa, ale i z poprawności politycznej.
Chociaż, czy naprawdę granice były przekraczane? Mam wrażenie, że była to bardziej strategia reklamowa niż coś, co działo się naprawdę. Tak, śmiano się ze wszystkich, ale wątpię, żeby to ludzie mieli na myśli, mówiąc o przekraczaniu granic. Jedyne, co podchodziło pod jakiekolwiek granice, to żarty o seksie i marihuanie. Podchodziło, ale bardziej jak krowa do pastucha, którego dotknie nosem i się cofnie. Dla kogoś żart o mamie Shorty'ego może być niesmaczny, a dla kogoś innego będzie się jeszcze trzymał w granicach sfery komfortu.
I raczej nie wychodziło to tak źle. Co prawda, choć niekiedy żarty o marihuanie Shorty'ego były już wymęczone, a obślinionego wizerunku Doofy'ego nie byłem w stanie znieść, tak całokształt jest całkiem dobry i śmieszny.

Meta-zakończenie, czyli jakoś Wayans ex Machina

Uwaga! To jest moment, gdy wchodzę w spoilery! I to spoilery dotyczące zakończenia! Jeśli nie chcecie spoilerów, omińcie ten fragment!

Jednak w tej beczce miodu musi się znaleźć również łyżka dziegciu.
Wszakże, ten film jest ciekawy, śmieszny, ale... No, właśnie, jest pewne "ale".
Chodzi mianowicie o to, że... zakończenie po prostu jest słabe. I to nie słabe jak w Zbrodni i magii, gdzie wyjawienie mordercy zajmuje ze dwie strony, co powoduje niedosyt, ale słabe w rozumieniu "Co tu się odwala do jasnej anielki?".
Początkowo mamy do czynienia ze scenariuszem takim samym jak w Krzyku 5, gdzie dwójka bohaterów (w tym chłopak głównej bohaterki) okazuje się Ghostface'ami. I to się dzieje, choć dochodzi także scena parodiująca Johna Wicka. Nawet dobra.
Tylko że nagle ta dwójka bohaterów zostaje zabita przez kolejnych Ghostface'ów, którymi okazują się... Ray, Shorty, Anthony Anderson i Shaqille O'Neal (bo Kevin Hart był zajęty). Później Ray i Shorty zabijają pozostałą dwójkę (co brzmi lepiej, jak to piszę, bo w filmie to było coś totalnie dziwnego)...
I stwierdzają, że nie zabiją Cindy i Brendy, bo są one sercem serii, jak Sidney Prescott dla Krzyku czy Lorey Strode dla Halloween. Ale jednocześnie nie chcą oddawać serii nowemu pokoleniu, więc... postanawiają spalić wszystkich (łącznie z Sarą i Tuesday, które jeszcze żyją).

A więc, tak... To jest całkiem dziwne zakończenie. Moim zdaniem zbyt metatekstualne, a przede wszystkim, zbyt antyklimatyczne. Rozumiem, że Wayansowie chcieli się nacieszyć swoim powrotem do serii, jednak to było zbyt pogmatwane i zbyt nie wiadomo skąd.
Naprawdę, wolałbym, żeby jakoś pociągnęli sytuację z Jackiem i tą drugą postacią, a nie nagle odwalali deus ex machiny z przejmowaniem z powrotem serii.
Tym bardziej, że bracia Wayans grali dwie postaci, których żarty były dla mnie najbardziej żenujące!
Brenda, Cindy, nawet Sara i Tuesday - złoto. Ale Ray i Shorty to już kopalnia żenady. Równie dobrze mogliby oddać tą historię w ręce innych Wayansów, którzy i tak byli w tym filmie. Chociażby Brada, który jest grany przez Gregga Wayansa.

Werdykt

Ten film nie jest dla każdego. Jest dla fanów serii, którzy znają ją na tyle, by wyłapać żarty odnoszące się do niej, ale jednocześnie obserwujących współczesny horror i jego rozwój. Do tego należy umieć się śmiać z obu stron politycznej barykady. Jeśli żarty z zaimków albo Trumpa do dla was za dużo, nie zniesiecie tego filmu.
I myślę, że ten film naprawdę zasługiwałby na wysoką ocenę za komedię, gdyby nie to nieszczęsne zakończenie, które przyszło ni z gruszki, ni z pietruszki.
A więc 6,5/10.

Czy obejrzeliście już Straszny film 6? Co o nim sądzicie? Czy zgadzacie się, że to meta-zakończenie jest czymś za dużo?
Skomentujcie i udostępnijcie tego posta, by mój blog się rozwijał.
Do przeczytania!

Komentarze

Popularne posty